Wybory w Wielkiej Brytanii. Rynek szykuje się na rząd Partii Pracy

Nadchodzące wybory parlamentarne najprawdopodobniej przyniosą klęskę konserwatystom. Na rynkach nie widać jednak niepokoju zmianą władzy. Być może dlatego, że szykująca się do rządzenia lewica nie chce odstraszać wyborców podwyżkami podatków.

Publikacja: 24.06.2024 04:30

Sondaże wskazują, że premier Rishi Sunak, szef Partii Konserwatywnej (z lewej) może nie zostać wybra

Sondaże wskazują, że premier Rishi Sunak, szef Partii Konserwatywnej (z lewej) może nie zostać wybrany nawet do parlamentu. Część wyborców jego stronnictwu odbierze Partia Reform Nigela Farage’a. Do objęcia stanowiska premiera szykuje się Keir Starmer, przewodniczący Partii Pracy

Foto: AFP

4 lipca odbędą się w Wielkiej Brytanii wybory parlamentarne. To, że premier Rishi Sunak rozpisał je na tak bliski termin, jest decyzją trudną do zrozumienia. Wszak wszelkie sondaże pokazują, że kierowana przez niego Partia Konserwatywna przegra je z kretesem. Na drodze do zdobycia bezpiecznej, samodzielnej większości jest Partia Pracy, kierowana przez Keira Starmera. Rolę wyborczego czarnego konia może jednak odegrać Partia Reform kierowana przez Nigela Farage'a, znanego wcześniej jako prawicowy aktywista, który doprowadził do brexitu. Jeden z sondaży dał temu stronnictwu większe poparcie niż Partii Konserwatywnej. Ale są też badania mówiące, że Partia Reform nie zdobędzie żadnego miejsca w parlamencie. Ta rywalizacja wyborcza będzie więc też walką o przyszłość prawicy. O to, czy po klęsce niepopularnego premiera Sunaka kontrolę nad nią przejmą politycy starający się bardziej wsłuchać w nadzieje i obawy zwykłych Brytyjczyków. Ta walka będzie jednak mniej interesowała inwestorów niż to, jakich zmian gospodarczych chce dokonać Partia Pracy.

Podążając za programem

Czytanie programów wyborczych często bywa stratą czasu, gdyż po wygranych wyborach trafiają one do kosza. Tym niemniej warto przyjrzeć się postulatom Partii Pracy. Przede wszystkim kładzie ona bowiem nacisk na pobudzenie wzrostu gospodarczego w Wielkiej Brytanii. Służyć mają temu większe inwestycje, w tym strategia przemysłowa, która ma być wdrażana we współpracy z prywatnym biznesem. Laburzyści (czyli działacze Partii Pracy) zapowiadają modernizację krajowej infrastruktury oraz doprowadzenie do powstania 1,5 mln nowych domów. Obiecują również, że główna stawka CIT pozostanie na poziomie 25 proc. (najniższym w G7) i że rząd będzie reagował na nieuczciwe praktyki podatkowe innych krajów. Pracownicy mają natomiast uzyskać wzmocnienie swoich praw. Rząd będzie więc wspierał związki zawodowe i walczył z zatrudnianiem ludzi na niekorzystnych dla nich umowach. Partia Pracy zapowiada również, że płaca minimalna będzie ustalana tak, była ona bardziej dostosowana do zmieniających się kosztów życia. W praktyce ma to oznaczać podwyżki dla sporej części pracowników.

Postulat Partii Pracy dotyczący płacy minimalnej został już skrytykowany przez ekspertów HSBC, którzy wskazują, że przez ostatnie dwa lata wzrosła już ona o około 20 proc. „Wyższa płaca minimalna może zwiększyć koszty i zmniejszyć wydajność. To może skłonić spółki do zmniejszenia zatrudnienia lub wzmocnić presję inflacyjną, prowadząc do tego, że stopy procentowe dłużej pozostaną wysokie” – piszą Elizabeth Martins i Emma Wilks, analityczki HSBC.

Czytaj więcej

Brytyjczycy zapanowali nad inflacją. Premier chwali się sukcesem

Z nieco innych pozycji plany Partii Pracy skrytykował lewicowy Instytut Badań nad Polityką Publiczną (IPPR). Z jego wyliczeń wynika, że plany laburzystów dotyczące inwestycji będą niewystarczające. Nowy rząd odziedziczy po poprzedniej władzy cięcia fiskalne, które doprowadzą do większego spadku inwestycji niż podczas rządów konserwatystów w latach 2010–2024.

Tymczasem grupa 16 ekonomistów (w tym nobliści: Joe Stiglitz, Christopher Pissarides i Angus Deaton) w liście do dziennika „Guardian” stwierdziła, że rządy Partii Pracy mogą przynieść Wielkiej Brytanii „potrzebne zmiany gospodarcze”. Liczą oni, że nowy rząd pobudzi wzrost gospodarczy, zmodernizuje infrastrukturę i przeprowadzi reformy strukturalne. Spodziewają się również poprawy relacji handlowych z UE oraz że do 2030 r. uda się dokonać dużych postępów w dekarbonizacji gospodarki brytyjskiej. Oczywiście są też eksperci, którzy obawiają się, że dążenie Partii Pracy do zielonej transformacji gospodarki przyczyni się do wzrostu kosztów energii oraz zakłóceń w jej podaży. Do dekarbonizacji gospodarki dążyli jednak też torysi (czyli politycy Partii Konserwatywnej), co mocno przyczyniło się do erozji poparcia dla nich wśród wyborców.

Część wyborców Partii Konserwatywnej i Partii Reform marzy o prorynkowej rewolucji podobnej jak za rządów Margaret Thatcher. Wielu wyborców Partii Pracy marzy natomiast o powrocie do stabilności politycznej i względnej prosperity gospodarczej z czasów rządów Tony’ego Blaira. Obie partie mocno się jednak zmieniły w ostatnich dwóch dekadach i pod wieloma względami upodobniły.

„Co historyczne dane gospodarcze i rynkowe mówią nam o rządach konserwatystów i Partii Pracy? Licząc od 1955 r., nie było między nimi większej różnicy, jeśli chodzi o wzrost PKB, funt radził sobie lepiej pod rządami konserwatystów, akcje lepiej za rządów Partii Pracy. Marże zysków są zwykle lepsze w czasie władzy torysów, a deficyty fiskalne niższe u laburzystów” – napisał Simon French, ekonomista firmy Panmure Gordon.

Niepogoda dla bogaczy

Keir Starmer, lider Partii Pracy, zapewniał, że jego ugrupowanie nie podniesie podatków zwykłym, „ciężko pracującym" Brytyjczykom. Kwestia większego opodatkowania bogatych jest jednak otwarta. Torysi oskarżają laburzystów m.in. o chęć podniesienia podatku od zysków kapitałowych. Angela Rayner, wiceszefowa Partii Pracy, sugerowała już możliwość jego podwyżki z 20 proc. do 40 proc., ale Rachel Reeves, kanclerz skarbu w gabinecie cieni, sprzeciwiła się takiej sugestii.

Z prognoz firmy Henley Private Wealth wynika, że w tym roku może opuścić Wielką Brytanię 9,5 tys. milionerów. Ponad dwa razy więcej niż rok wcześniej. Oni głosują nogami...

Gospodarka
Inflacja jest już w celu, a Bank Anglii może w sierpniu obniżyć stopy procentowe

Bank Anglii utrzymał na czwartkowym posiedzeniu główną stopę procentową na poziomie 5,25 proc. Z komunikatu wynika, że większość członków Komitetu Polityki Pieniężnej może zagłosować za obniżką stóp na posiedzeniu zaplanowanym na 1 sierpnia. Ostateczna decyzja będzie zależała od danych gospodarczych. Te są na razie dosyć obiecujące. Inflacja konsumencka zwolniła wszak w maju do 2 proc., czyli znalazła się w celu wyznaczonym przez bank centralny.
– Chcemy być pewni, że inflacja pozostanie niska i dlatego obecnie zdecydowaliśmy się utrzymać główną stopę procentową na poziomie 5,25 proc. – stwierdził w czwartek Andrew Bailey, prezes Banku Anglii. Zaznaczył również, że wybory parlamentarne nie mają wpływu na to, kiedy zaczną być obniżane stopy procentowe.
– Zakładając, że kolejny odczyt inflacji w połowie lipca nie przyniesie brzydkiej niespodzianki, spodziewamy się, ze Bank Anglii obetnie w sierpniu stopy – wskazuje James Smith, ekonomista ING.
Mediana prognoz analityków zebranych przez agencję Bloomberg sugeruje, że na koniec roku główna stopa procentowa w Wielkiej Brytanii powinna wynosić 4,75 proc. To sugerowałoby dwie obniżki w nadchodzących miesiącach. Poszczególne prognozy są w przedziale od 4 do 5 proc.
Gospodarka brytyjska była pogrążona w płytkiej technicznej recesji w II połowie zeszłego roku. W I kwartale 2024 r. wróciła jednak do wzrostu. PKB powiększył się wówczas o 0,6 proc. w porównaniu z poprzednimi trzema miesiącami. O ile w 2023 r. wzrost gospodarczy wyniósł zaledwie 0,1 proc., to Bank Anglii przewiduje, że w tym roku przyspieszy on do 0,5 proc. Takiej samej zwyżki spodziewa się Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Prognozy analityków zebrane przez Bloomberga wahają się od 0 proc. (Caixa Bank) do zwyżki o 1 proc. (BMO Capital, Investec, TD Securities, Landesbank B-W, Konfederacja Brytyjskiego Przemysłu). Projekcje na 2025 r. są w przedziale od 0,4 proc. (Citigroup) do 2 proc. (BMO Capital, Oxford Economics, Landesbank B-W).

4 lipca odbędą się w Wielkiej Brytanii wybory parlamentarne. To, że premier Rishi Sunak rozpisał je na tak bliski termin, jest decyzją trudną do zrozumienia. Wszak wszelkie sondaże pokazują, że kierowana przez niego Partia Konserwatywna przegra je z kretesem. Na drodze do zdobycia bezpiecznej, samodzielnej większości jest Partia Pracy, kierowana przez Keira Starmera. Rolę wyborczego czarnego konia może jednak odegrać Partia Reform kierowana przez Nigela Farage'a, znanego wcześniej jako prawicowy aktywista, który doprowadził do brexitu. Jeden z sondaży dał temu stronnictwu większe poparcie niż Partii Konserwatywnej. Ale są też badania mówiące, że Partia Reform nie zdobędzie żadnego miejsca w parlamencie. Ta rywalizacja wyborcza będzie więc też walką o przyszłość prawicy. O to, czy po klęsce niepopularnego premiera Sunaka kontrolę nad nią przejmą politycy starający się bardziej wsłuchać w nadzieje i obawy zwykłych Brytyjczyków. Ta walka będzie jednak mniej interesowała inwestorów niż to, jakich zmian gospodarczych chce dokonać Partia Pracy.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Gospodarka
EBOiR ma strategię dla Polski. Jest nowy priorytet
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Gospodarka
Popłyną wielkie pieniądze z Unii dla Ukrainy. Ale jest jeden problem
Gospodarka
Zdążyć przed powtórką katastrofy. Rząd chce naprawić Odrę, ale ma długie terminy
Gospodarka
Macron wzmocnił ekstremistów i zafundował krajowi impas
Gospodarka
Długa lista lęków Polaków związanych ze zdarzeniami losowymi