USA i Chiny szybko nie zejdą ze ścieżki konfrontacji

Optymistyczne deklaracje Janet Yellen, amerykańskiej sekretarz skarbu, nie powinny przesłaniać tego, że szanse na trwałe porozumienie między USA a Chinami są małe. Administracja Joe Bidena nie cofnęła nawet ceł nałożonych przez Donalda Trumpa.

Publikacja: 17.07.2023 03:00

Janet Yellen, sekretarz skarbu USA, podczas wizyty w Pekinie spotkała się m.in. z He Lifengem, wicep

Janet Yellen, sekretarz skarbu USA, podczas wizyty w Pekinie spotkała się m.in. z He Lifengem, wicepremierem odpowiedzialnym za politykę gospodarczą Chin

Foto: MARK SCHIEFELBEIN

– Prezydent Biden i ja nie patrzymy na stosunki między USA a Chinami jak na konflikt wielkich mocarstw. Uważamy, że świat jest dostatecznie duży, by oba nasze kraje się rozwijały – stwierdziła Janet Yellen, amerykańska sekretarz skarbu, po swojej niedawnej, kilkudniowej wizycie w Pekinie. Gdy spotkała się ona z chińskim premierem Li Qiangiem, na niebie pojawiła się tęcza, a premier wykorzystał ten zbieg okoliczności. – Myślę, że można to odnieść również do relacji chińsko-amerykańskich. Po doświadczeniu serii wichur i ulew z pewnością możemy dostrzec tęczę – powiedział Li.

Yellen spotkała się podczas swojej wizyty również z wicepremierem He Lifengiem, ministrem finansów Liu Kunem, prezesem Ludowego Banku Chin Yi Gangiem i byłym wicepremierem Liu He (tym samym, który negocjował umowę handlową z administracją Trumpa). Podczas rozmów z nimi nie ustalono żadnych konkretów, ale Yellen zapewniała, że zależy jej na poprawie relacji między oboma supermocarstwami. Zaznaczała też, że nie podobają jej się niektóre praktyki handlowe Chin. Podczas swojej podróży do Pekinu nie spotkała się ona jednak z Xi Jinpingiem, przywódcą ChRL. Takiego spotkania nie przewidywał bowiem protokół dyplomatyczny (według którego rozmowy prowadzą oficjele o równorzędnym lub podobnym statusie, czyli chiński prezydent nie powinien traktować amerykańskiej sekretarz skarbu równorzędnie).

W dniu rozpoczęcia wizyty Yellen Xi pozwolił sobie jednak na wysłanie wymownego sygnału. Udał się bowiem do kwatery Wschodniego Okręgu Wojskowego w Nankinie i wygłosił tam przemówienie, w którym wzywał siły zbrojne, by zwiększyły zdolność do wygrywania wojen. To właśnie Wschodni Okręg Wojskowy byłby odpowiedzialny za ewentualne operacje zbrojne przeciwko Tajwanowi. W relacjach między USA i Chinami jednocześnie pojawiają się więc i sygnały odprężenia, i wojownicze pomruki.

Trumpizm bez Trumpa

Gdy administracja Joe Bidena obejmowała rządy, zapowiadała odejście od wielu aspektów polityki Trumpa. Wielu analityków zastanawiało się wówczas, jak mocno zmiany te obejmą politykę handlową. Czy dojdzie choćby do obniżki karnych ceł nałożonych na chińskie produkty przez poprzednią administrację? Od tamtej pory w stawkach celnych na dobra z Chin doszło jedynie do kosmetycznych zmian. Z grubsza cła pozostały takie same. Według wyliczeń Instytutu Gospodarki Światowej im. Petersona (PIIE) w styczniu 2018 r. średnie amerykańskie cło na chińskie produkty wynosiło 3,1 proc. Później administracja Trumpa je stopniowo podnosiła, aż do poziomu 21 proc. we wrześniu 2019 r. W 2020 r., w ramach umowy handlowej tzw. pierwszej fazy, spadło ono do 19,3 proc. I na takim poziomie pozostaje do dzisiaj. Średnie chińskie cło na amerykańskie produkty wzrosło natomiast z 8 proc. w styczniu 2018 r., do 21,8 proc. we wrześniu 2019 r. Po umowie handlowej pierwszej fazy spadło do 21,3 proc. Później było dwukrotnie obniżane o 0,1 pkt proc. – za pierwszym razem w lipcu 2020 r., za drugim w maju 2022 r. wynosi więc obecnie 21,1 proc. Amerykańskimi cłami jest objęte 66,4 proc. towarów sprowadzanych z Chin, a chińskimi 58,3 proc. dóbr importowanych z USA. Nic się pod tym względem nie zmieniło od września 2019 r.

Oczywiście zdjęcie amerykańskich karnych ceł było uzależnione od tego, czy Chiny wypełnią warunki umowy handlowej pierwszej fazy. Chiny zobowiązały się w niej do znacznego zwiększenia eksportu niektórych kategorii amerykańskich dóbr. W 2020 r. miały importować z USA towary i usługi warte co najmniej 227,9 mld dol, a w 2021 r. za 274,5 mld dol. W rzeczywistości importowały dobra i usługi za odpowiednio: 135,2 mld dol. i za 155,6 mld dol. Ich import z USA był więc w 2021 r. tylko nieznacznie większy niż w 2017 r. (151,2 mld dol.). Chińskie władze oczywiście tłumaczyły się, że nie mogły wypełnić tych obietnic, gdyż pandemia doprowadziła w 2020 r. do załamania handlu światowego. Umowa handlowa pierwszej fazy została jednak podpisana w styczniu 2020 r., czyli w momencie, gdy władze chińskie miały świadomość, że w mieście Wuhan szaleje niebezpieczny wirus, który może zostać rozwleczony po całym świecie. Zachodzą więc podejrzenia, czy Chiny rzeczywiście chciały wypełnić tę umowę, czy też traktowały ją jako element gry na przeczekanie administracji Trumpa. Na pewno jednak administracja Bidena też ma wątpliwości co do szczerości intencji Chin.

Pomimo trwania wojny handlowej obroty handlowe pomiędzy USA i Chinami osiągnęły w zeszłym roku rekordowy poziom 690,3 mld dol. Amerykański eksport dóbr do Państwa Środka wyniósł wówczas rekordowe 154 mld dol., a import z ChRL do USA sięgnął 536 mld dol. i był największy od 2018 r.

– Myślę, że to ważna wskazówka dotycząca trudności towarzyszących procesowi „rozprzęgania się” gospodarek. Jeśli nawet rządy, spółki i konsumenci chcą takiej separacji, to czynniki gospodarcze sprawiają, że jest trudno dostarczyć w owym „rozprzęgniętym świecie” produkty w cenach, które spółki i konsumenci są gotowi zapłacić – uważa Deborah Elms, założycielka Asian Trade Centre.

Na dane za 2022 r. mogła jednak w silnym stopniu wpłynąć inflacja. Chińczycy kupowali wtedy drożejące surowce z USA, a Amerykanie droższą chińską elektronikę. Ponadto import z ChRL do Stanów Zjednoczonych jest wciąż niższy, niż wynikałoby to z długoletniego trendu. Według wyliczeń PIE trend sprzed wojny handlowej sugerował, że powinien był on być w sierpniu 2022 r. o 25 proc. wyższy niż w czerwcu 2018 r. Był jednak większy tylko o 7 proc. Import do USA z krajów innych niż Chiny urósł natomiast w tym czasie aż o 38 proc. Dane wskazują również, że w ostatnich latach rósł przede wszystkim import z Chin dóbr, które nie zostały objęte karnymi cłami. To produkty takie jak smartfony, laptopy czy zabawki. Trump obawiał się nakładać na nie podwyższone cła, by nie wywoływać niezadowolenia elektoratu. Biden również tego nie robi. Uderzył natomiast w chińskich producentów elektroniki w sprytny sposób: ograniczając im dostęp do nowoczesnych chipów i narzędzi do ich produkcji.

Wojna technologiczna

Administracja Trumpa wprowadziła w 2020 r. ograniczenia w eksporcie nowoczesnych technologii do Chin. Prowadziła też kampanię restrykcji przeciwko chińskim koncernom Huawei, ZTE i SMIC. Administracja Bidena podsyciła wojnę technologiczną jeszcze mocniej. Pod koniec sierpnia 2022 r. wprowadziła bardzo ostre restrykcje na eksport najnowocześniejszych półprzewodników oraz maszyn do ich produkcji do Chin. Nie ukrywała, że chodzi jej m.in. o spowolnienie chińskich prac nad sztuczną inteligencją.

Nieco wcześniej prezydent Biden podpisał ustawę przyznającą dziesiątki miliardów dolarów na rozwój amerykańskiej produkcji mikroprocesorów. W październiku zaostrzono mechanizmy kontroli eksportu, a w marcu 2023 r. do amerykańskich restrykcji przyłączyły się Niderlandy i Japonia. Chiny odpowiedziały w maju, zakazując importu niektórych mikroprocesorów amerykańskiej firmy Micron. Na kilka dni przed wizytą Yellen w Pekinie wprowadziły zaś restrykcje na wywóz związków galu i germanu. Pierwszy z tych metali ziem rzadkich jest wykorzystywany do produkcji półprzewodników, a drugi do wytwarzania światłowodów.

Amerykanie zasugerowali natomiast, że mogą ograniczyć chińskim firmom zajmującym się sztuczną inteligencją dostęp do usług w chmurze internetowej. Jake Sullivan, doradca Bidena ds. bezpieczeństwa narodowego, mówił wcześniej, że USA muszą zachować dużą przewagę w niektórych technologiach. Wymiana ciosów więc trwa i szybko się nie skończy.

Cook, Dimon i Musk starają się przypodobać Chińczykom

Poprawić relacje między USA i Chinami próbują na własną rękę niektórzy przedstawiciele wielkiego biznesu. Przykładem na to była marcowa wizyta w Chinach Tima Cooka, prezesa Apple. Spotkał się wówczas m.in. z Wangiem Wentao, chińskim ministrem handlu. Rozmawiali wówczas o projektach przemysłowych Apple oraz o stabilizacji łańcuchów dostaw po pandemii. Wizyta Cooka była mocno eksploatowana przez chińską propagandę. Wskazywała, że to dowód na to, że Chiny są szeroko otwarte na amerykański biznes, podczas gdy USA „szykanują’’ chiński koncern Huawei.

Pod koniec maja Chiny odwiedził Elon Musk, właściciel Tesli. Była to jego pierwsza od trzech lat wizyta w Państwie Środka. Spotkał się wówczas m.in. z wicepremierem Ding Xuexiangiem, ministrem spraw zagranicznych Qin Gangiem oraz ministrem przemysłu Jin Zhuanglongiem. Zapowiadał wzrost produkcji swoich samochodów w Chinach, chwalił chińskie badania nad sztuczną inteligencją oraz porównał gospodarki USA i ChRL do bliźniąt syjamskich. To, że Musk starał się być bardzo miły dla chińskich oficjeli, nie powinno dziwić. Wszak Chiny stały się najważniejszym rynkiem dla Tesli. W ciągu pierwszych trzech miesięcy 2023 r. sprzedano tam ponad 94 tys. aut Tesla Model Y.

W końcówce maja w Pekinie był również Jamie Dimon, prezes banku JPMorgan Chase. Wzywał tam do poprawy relacji pomiędzy oboma supermocarstwami. Jego zdaniem dzielące je kwestie gospodarcze i dotyczące bezpieczeństwa są możliwe do rozwiązania. – Nie naprawimy tych rzeczy, jeśli będziemy siedzieć po dwóch stronach Pacyfiku i wrzeszczeć na siebie nawzajem. Potrzebujemy więc prawdziwego zaangażowania – stwierdził Dimon. Był on w ChRL po raz pierwszy, odkąd w 2021 r. musiał przepraszać za stwierdzenie, że jego bank może istnieć dłużej niż Komunistyczna Partia Chin. ∑

– Prezydent Biden i ja nie patrzymy na stosunki między USA a Chinami jak na konflikt wielkich mocarstw. Uważamy, że świat jest dostatecznie duży, by oba nasze kraje się rozwijały – stwierdziła Janet Yellen, amerykańska sekretarz skarbu, po swojej niedawnej, kilkudniowej wizycie w Pekinie. Gdy spotkała się ona z chińskim premierem Li Qiangiem, na niebie pojawiła się tęcza, a premier wykorzystał ten zbieg okoliczności. – Myślę, że można to odnieść również do relacji chińsko-amerykańskich. Po doświadczeniu serii wichur i ulew z pewnością możemy dostrzec tęczę – powiedział Li.

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Gospodarka
EBOiR ma strategię dla Polski. Jest nowy priorytet
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Gospodarka
Popłyną wielkie pieniądze z Unii dla Ukrainy. Ale jest jeden problem
Gospodarka
Zdążyć przed powtórką katastrofy. Rząd chce naprawić Odrę, ale ma długie terminy
Gospodarka
Macron wzmocnił ekstremistów i zafundował krajowi impas
Gospodarka
Długa lista lęków Polaków związanych ze zdarzeniami losowymi