Katar liczy, że mundial przyniesie jego gospodarce 17 mld dol., choć wydatki emiratu na przygotowanie turnieju przekroczyły już 300 mld dol. Ta dysproporcja jest zgodna z trendem tej imprezy: w ostatnich dziesięcioleciach tylko dwa turnieje okazały się opłacalne dla gospodarzy – w Meksyku i Rosji, policzył The Economist.

Pierwszy mundial w Anglii w 1966 r pozostawił gospodarzy na minusie 30 mln dol. Jedyne dochody, które mieli pochodziły ze sprzedaży biletów, choć nie zbudowano wtedy nowych stadionów na potrzeby turnieju.

Czytaj więcej

Piłki na mundial szyją kobiety. Ich jakość kontrolują mężczyźni

Podobne straty poniósł kolejny gospodarz - Meksyk 1970 (30 mln dol.) i to pomimo, że sprzedał już prawa do transmisji telewizyjnych do kilkudziesięciu państw.

Dopiero jednak mundial w Niemczech w 1974 r pokazał na czym polegają te mistrzostwa i ile można stracić. Na wydatki, na które składa się budowa obiektów mundialowych i organizacja imprezy, Niemcy wydali o 370 mln dol. więcej niż dostali ze sprzedaży biletów, praw telewizyjnych i od sponsorów. Kolejny niemiecki mundial 2006 r przyniósł stratę 510 mln dol.

Następny gospodarz - Argentyna (1978 r) wydał gigantyczne pieniądze na budowę stadionów (ok. 1,8 mld dol.), a wydatki te potęgowała wszechobecna wtedy w tym kraju korupcja. Wynikiem była rekordowa strata - 1,41 mld dol.

Czytaj więcej

Katar zabronił sprzedaży piwa, choć importuje alkohol

Stratę tę w 1990 r pobiły Włochy wychodząc na minusie na 1,72 mld dol. Tu też wydano najwięcej na budowę stadionów (jeszcze więcej niż w Argentynie). Żaden jednak kraj nie może się w tej statystyce „pochwalić” tak ogromnym deficytem jak gospodarze mundialu w 2002 r - Korea Płd. i Japonia.

Wydatki na budowę stadionów przekroczyły 6,5 mld dol., czego nie udźwignęły ani zwiększone wpływy z reklam ani z transmisji telewizyjnych. Wynik to największy jak dotąd deficyt (Katar jeszcze oficjalnie nie został rozliczony) - 4,81 mld dol. Tutaj na niekorzyść gospodarzy zadziałała przede wszystkim odległość i wysokie koszty życia w obu państwach.

W wypadku RPA (-2,85 mld dol.) o dużym deficycie zadecydowała odległość i bezpieczeństwo. Wielu kibiców zrezygnowało z wyprawy w obawie o własne zdrowie.

Jak dotąd tylko Meksyk 1986 r zarobił na czysto 90 mln dol., choć tutaj dane o wydatkach są niepełne. Gospodarze mieli wydać pieniądze tylko na organizację, nie wkładając nic w infrastrukturę.

AFP

Na plusie 240 mln dol. okazał się też mundial w Rosji, która na obiekty wydała ponad 3 mld dol. Tutaj też można postawić wiele pytań o rzetelność rozliczeń. Rosyjskie obiekty budowane były przez spółki oligarchów z kręgu dworu Putina, za preferencyjne i często bezzwrotne kredyty Kremla. Pracowało przy nich, podobnie jak w Katarze setki tysięcy taniej siły roboczej - gastarbeiterów z azjatyckich republik postsowieckich a prawdopodobnie też więźniów rosyjskich łagrów (za darmo).

Państwowe koncerny, które uczestniczyły w budowie, rozliczały się nie w cenach rynkowych, by zaniżyć koszty. Jeżeli dodać do tego korupcję, to prawdziwe koszty rosyjskiego mundialu do dziś pozostają nieznane opinii publicznej.

Tak naprawdę jedynym więc wygranym mundiali jest FIFA, która ma udziały w każdych zyskach gospodarzy.

Czytaj więcej

Katar sprzedaje bilety na mundial. Tanio nie jest