Pod koniec ubiegłego roku wybrano preferowaną lokalizację dla budowy elektrowni jądrowej w Polsce. Jest nią Lubiatowo-Kopalino w gminie Choczewo. Co dalej?

Przyjęcie przez rząd w październiku 2020 roku Programu Polskiej Energetyki Jądrowej było kluczowym elementem poprzedzającym wybór lokalizacji. Program jest realizowany. Spółka Polskie Elektrownie Jądrowe (PEJ)zakończyła sporządzanie raportu środowiskowego. To istotny krok, który umożliwia dalsze prowadzenie procedury dla uzyskania pozwolenia środowiskowego. Spółka złoży ten raport do Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska (GDOŚ) w momencie, kiedy wejdzie w życie nowelizacja kilku ustaw dotyczących procedur przy rozpatrywaniu wniosku PEJ o wydanie decyzji środowiskowej. Chodzi o dostosowanie tych procedur do ogólnie obowiązujących dzisiaj przepisów. Spodziewamy się, że gotowy raport środowiskowy będzie mógł być wkrótce złożony. Tym samym automatycznie GDOŚ podejmie rozpatrywanie złożonego wcześniej wniosku. To procedura, która zakłada m.in. konsultacje transgraniczne dotyczące wpływu na środowisko. Będzie prowadzona przez GDOŚ i spółkę Polskie Elektrownie Jądrowe. Po ocenie formalnej raport zostanie upubliczniony.

Czytaj więcej

Elektrownia atomowa w Polsce. Jest lokalizacja, brakuje ważnego dokumentu

Ile potrwa ta procedura?

Prawdopodobnie kilkanaście miesięcy.

Jakie są kolejne kroki?

Po raporcie środowiskowym przyjdzie pora na ukończenie raportu lokalizacyjnego. To będzie zharmonizowane z tym, co dzieje się równolegle. Realizujemy umowę polsko-amerykańską, która prowadzi do przedłożenia polskiemu rządowi amerykańskiej oferty dostarczenia technologii i budowy elektrowni pod koniec sierpnia 2022 r. Jesienią tego samego roku rząd będzie mógł w oparciu o tę ofertę podejmować decyzję co do wyboru partnera. W efekcie tych kroków na przełomie lat 2022–2023 powinniśmy mieć wybraną technologię i wstępne, ale wiążące porozumienie z partnerem, z którym elektrownie będziemy budować, zgodnie z dokumentem PPEJ z października 2020 r. Utrzymujemy założenie, że pierwszy reaktor będzie uruchomiony w 2033 r. Oznacza to, że w 2026 r. powinny rozpocząć się prace budowlane. Do tego czasu muszą być gotowe kluczowe elementy infrastruktury towarzyszącej, a więc drogi dojazdowe, kolej i terminal morski.

Wspomniał pan o procedurze transgranicznej. Na czym będzie polegać?

W ramach procedury odbywającej się na podstawie Konwencji z Espoo pytania mogą zadawać nasi sąsiedzi, ale i inne kraje z UE, jak choćby Austria.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

Czy spodziewa się pan trudności ze strony negatywnie nastawionych do atomu rządów Niemiec i Austrii?

Pozostaję optymistą. Rozmowy są przed nami, ale będziemy przekonywać, że ta inwestycja będzie w pełni bezpieczna i spełniająca wymagane w tej dziedzinie standardy. W praktyce nie ma możliwości, aby któryś z krajów zablokował tę inwestycję.

Rosja także?

Federacja Rosyjska jest stroną Konwencji z Espoo.

Powiedział pan, że rząd czeka na propozycję amerykańską. Tymczasem na stole jest już francuska...

Faktycznie została nam przedłożona wstępna propozycja EDF. Strona francuska wyraża chęć wzięcia udziału w polskim programie. Czas pokaże, jaki będzie tego efekt.

Swoją propozycję mają złożyć także południowi Koreańczycy.

Deklarują, że przedłożą swoją propozycję w pierwszym kwartale tego roku.

Jaka jest pana opinia na temat małych reaktorów jądrowych (SMR)?

Prywatne firmy, jak i te z udziałem Skarbu Państwa, nawiązują współpracę z różnymi kontrahentami ze Stanów Zjednoczonych i Kanady. Obecnie opracowywanych jest około 40 projektów SMR na całym świecie. Są w różnych stadiach rozwoju. Kilka z nich może rokować nadzieje. Prace nad ich wdrożeniem mają sens. Mały reaktor może być interesujący jako źródło bezemisyjnej zielonej energii dla przemysłu. Za kilka lat producenci będą pytani o ślad węglowy w stosowanych technologiach. Będzie to też dotyczyło energii używanej do produkcji. Energia jądrowa będzie zaklasyfikowana jako dopuszczalna technologia. Znajduje to już wyraz w projekcie unijnej taksonomii. Musimy jednak pamiętać, że dotychczas żadna firma nie uruchomiła nawet demonstracyjnego SMR. Możliwe, że w latach 30. pojawią się pierwsze projekty komercyjne. Harmonogramy są jednak przesuwane. Jeśli którejkolwiek polskiej firmie uda się uruchomić tego typu reaktor, to będzie dobre rozwiązanie dla tej firmy i dla Polski. Jednak od zbudowania demonstracyjnego reaktora do budowy fabryki elementów takiej elektrowni i uzyskania w ten sposób efektu skali droga daleka. Warto też pamiętać, że te projekty nie są konkurencyjne względem dużego programu jądrowego, który musi zapewnić bezpieczeństwo dostaw energii w Polsce.

Czy firmy, które będą rozwijały takie projekty, mogą liczyć na wsparcie rządu?

Będą mogły liczyć na wsparcie regulacyjne. SMR będą musiały być licencjonowane przez Państwową Agencję Atomistyki. Nie ma w tej chwili projektów wsparcia tego rodzaju inwestycji ze strony państwa.

Czy będą więc potrzebne nowe, osobne regulacje prawne dla SMR?

Istnieją już w Polsce regulacje prawne dotyczące certyfikacji technologii jądrowych, tj. prawo atomowe oraz ułatwiające proces inwestycyjny w energetyce. Być może w związku ze specyfiką technologii SMR wymagać będą nowelizacji, ale nie napisania od nowa. Najpierw jednak konieczne jest przedstawienie przez inwestorów szczegółów projektowych.

Zmieniając temat, czy istnieje pana zdaniem alternatywa dla Narodowej Agencji Bezpieczeństwa Energetycznego (do której mają trafić aktywa węglowe ze spółek energetycznych – red.)?

Podstawą do decyzji w tej sprawie musi być bezpieczeństwo dostaw energii w Polsce, a w dalszej kolejności pozycja i ekonomiczne uwarunkowania poszczególnych spółek. Taka kolejność musi zostać zachowana. Rezultat prowadzonych prac i rozmów powinniśmy poznać bardzo szybko. Jakakolwiek taktyka w procesie transformacji w Polsce zostanie wybrana, musi umożliwić utrzymanie produkcji energii z węgla w perspektywie połowy XXI wieku. Limitem czasowym dla działania elektrowni węglowych w Polsce powinna być ich technologiczna zdolność do produkcji energii zgodnie z obowiązującymi normami środowiskowymi.

Kiedy taki podmiot skupiający aktywa węglowe powstanie?

Ostateczne rozwiązanie powinno być szybkie. Przeciąganie obecnego stanu stwarza kolejne zagrożenia.

Czy termin oddania do użytku wiodącego z Danii gazociągu Baltic Pipe jest aktualny?

Nie ma żadnych zakłóceń w realizacji tej polsko-duńskiej inwestycji. Termin październikowy w tym roku nie jest zagrożony. Wówczas Baltic Pipe uzyska początkową zdolność przesyłu ok. 3 mld m sześc. gazu z norweskiego szelfu, a do końca roku osiągnie docelową przepustowość 10 mld m sześc. rocznie. Opóźnienia związane z korektą pozwolenia środowiskowego w Danii zostaną wyrównane i nie zagrażają terminom. W Polsce trwają obecnie prace budowlane przy tłoczniach gazu. Terminy są napięte, ale gaz popłynie zgodnie z pierwotnym harmonogramem.

Czyli Polska nie będzie potrzebować dodatkowej umowy z Rosją?

Planowane inwestycje jak Baltic Pipe, rozbudowa gazoportu w Świnoujściu, pływający terminal w Gdańsku, połączenia z takimi naszymi sąsiadami jak Litwa czy Słowacja, pozwolą obsłużyć rosnące zapotrzebowanie.

Czy wystarczy gazu, biorąc pod uwagę plany budowy elektrowni gazowych?

To PGNiG, jako dostawca, będzie decydował, jak zabezpieczyć kontraktami zakupowymi surowiec.

Piotr Naimski

Od listopada 2015 r. jest sekretarzem stanu w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i pełnomocnikiem rządu ds. strategicznej infrastruktury energetycznej. W przeszłości doradca ds. bezpieczeństwa w kancelarii premiera Buzka (1999–2001), sekretarz stanu odpowiedzialny za bezpieczeństwo energetyczne w Ministerstwie Gospodarki w rządzie PiS (2005–2007), doradca szefa BBN w kancelarii prezydenta Kaczyńskiego (2008–2010).