Największym zagrożeniem dla polskich spółek działających na Ukrainie i eksportujących do tego kraju jest jego słabnąca gospodarka. – W listopadzie 2014 r. produkcja przemysłowa zmalała na Ukrainie o 16 proc. W regionach ogarniętych walkami wydobycie węgla w sierpniu 2014 r. spadło o 60 proc., a sektory metalurgiczny i maszynowy skurczyły się po 30 proc. – mówi Jakub Szkopek, analityk DM mBanku.
W IV kwartale 2014 r. PKB Ukrainy mógł skurczyć się o 7 proc. r./r. i to przy gigantycznej inflacji, która sięgnęła ponad 20 proc. Oznacza to, że realny spadek ukraińskiej gospodarki jest jeszcze bardziej drastyczny. W efekcie maleją konsumpcja i inwestycje.
Odczuł to już odzieżowy Redan, który na Ukrainie ma około 30 sklepów. Sprzedaż firmy w 2014 r. za granicą (czyli na Ukrainie i w Rosji) zmalała o jedną trzecią, co było nie tylko efektem przeceny lokalnych walut, ale też spadku popytu (w 2014 r. hrywna osłabiła się do złotego o 38 proc.). Dewaluacja hrywny uderzyła też w LPP, właściciela marki Reserved, które z ukraińskiego rynku czerpie prawie 5 proc. przychodów.
Załamanie przeżył też ukraiński rynek budowlany, co odczuło m.in. Rovese, które w tym kraju ma ok. 15 proc. swoich mocy produkcyjnych. Firma Michała Sołowowa dwojako traci na przecenie hrywny, bo przychody w tej walucie po przeliczeniu na złote są niższe niż przed osłabieniem, a dodatkowo zwiększają się koszty kredytów, zaciągniętych przez ukraińskie spółki Rovese w walutach obcych.
Spółkę zależną na Ukrainie ma również Śnieżka, producent farb i lakierów. Zawieruchę polityczno-gospodarczą w tym kraju firma zamortyzowała cięciem kosztów w ukraińskiej fabryce. Znacząco niższy popyt na farby w tym kraju zmusił spółkę do obniżenia planowanych wcześniej inwestycji i wydatków reklamowych.