Czwartkowa sesja przyniosła mocną zniżkę WIG20. Na razie jednak trudno wskazać, czy wiążą się z tym poważniejsze konsekwencje - odpowiedź może przynieść sesja piątkowa.
W środę na warszawskim rynku powiało optymizmem. Cieszył zarówno mocny wzrost WIG20 jak i większy kapitał, który zaangażował się w handel. Dodatkowo po udanej sesji we wtorek obraz rynku stał się bardzo pozytywny. Inwestorzy mogli mieć uzasadnione nadzieje, że blue chips złapały oddech i nadszedł czas odrabiania strat z trwającej od końca stycznia korekty spadkowej. Sesja czwartkowa była jednak jak kubeł zimnej wody. Spadając o ponad 2 proc., do 2274 pkt WIG20 strawił niemal cały dorobek z poprzedniego dnia. Czarna świeca, która wyrysowała się na wykresie, zakryła niemal całą białą ze środy. W piątek możemy spodziewać się zatem testowania poziomu 2250 pkt. W wersji optymistycznej, w razie obrony tego pułapu, inwestorzy mogą liczyć na powstanie formacji podwójnego dna. Jest to oczywiście sygnał zmiany trendu. Ale w przypadku kapitulacji strony popytowej kolejnego wsparcia można szukać kolejne 50 pkt niżej. Na pocieszenie można jednak wspomnieć, że jeszcze gorzej od głównego warszawskiego indeksu wypadły francuski CAC40 czy niemiecki DAX.