Po świetnej pierwszej części tygodnia, która stała pod znakiem wzrostów na GPW i nowych rekordów głównych indeksów, Warszawa dostała zadyszki. Jej pierwsze objawy pojawiły się już w środę, kiedy to na naszym parkiecie przeważał kolor czerwony. Czwartek miał dać nam odpowiedź na to, czy był to tylko wypadek przy pracy, czy jednak ruch spadkowy ma szansę się rozwinąć nieco mocniej.
Patrząc na pierwszą część sesji można by dojść do wniosku, że bardziej prawdopodobny jest ten pierwszy scenariusz. Na GPW mieliśmy wzrosty, chociaż ich skala była ograniczona. W pierwszej części notowań WIG20 rósł około 0,5 proc., a jego głównym motorem napędowym były akcje PGE. Niedźwiedzie miały też jednak swoich mocnych reprezentantów. Prym w tym wiódł KGHM. O ile jeszcze w pierwszej części dnia skala przeceny tych papierów mocno nie rzucała się w oczy, tak w drugiej części dnia ciężko było obok niej przejść obojętnie. Cofnięcie o około 8 proc. okazało się zbyt dużym ciężarem dla całego indeksu WIG20. Ten w drugiej części dnia zszedł pod kreskę i spadał o ponad 0,5 proc. O ile więc początkowo można było mówić, że środowa przecena była wypadkiem przy pracy, tak na koniec dnia wątpliwości było już zdecydowanie więcej.
Oczekiwanie na korektę na GPW
Oczywiście rynek nadal ma mocne fundamenty, co daje podstawy do wiary w hossę w długim terminie. W krótkim okresie słowo „korekta” zaczyna być odmieniane coraz częściej. Ostatni odczyt Indeksu Nastrojów „Parkietu” dla GPW wskazywał rekordowy pesymizm ankietowanych. Kolejne dni powinny pokazać, czy faktycznie ich obawy były uzasadnione.
Rynek walutowy w czwartek żył przede wszystkim bankami centralnymi. EBC znów podniósł stóp procentowe i wykazuje jastrzębie nastawienie. O obniżkach stóp procentowych na razie nie ma mowy w Polsce. Adam Glapiński, szef NBP, zapowiedział, że nie należy spodziewać się rychłych zmian. Złoty mimo tego w czwartek tracił na wartości. Powodem może być wzrost napięć rynkowych, których najlepszym obrazem jest powrót notowań ropy WTI powyżej poziomu 100 USD za baryłkę. Nie można też zapominać o danych o inflacji PPI w Stanach Zjednoczonych, które wypadły powyżej oczekiwań co znów wzmaga dyskusje na temat ewentualnej podwyżki stóp procentowych w wykonaniu Fedu.