Czwartkowa sesja przez długi czas przebiegała według dobrze znanego scenariusza z ostatnich dni. Byliśmy więc świadkami niewielkiej zmienności, a atmosfera na naszym parkiecie była iście wakacyjna. Jak się jednak okazało była to tylko cisza przed burzą. Prawdziwe emocje zaczęły się bowiem w drugiej części dnia.
Od początku notowań było jednak wiadomo, że najważniejszym wydarzeniem będzie posiedzenie Europejskiego Banku Centralnego wobec którego oczekiwania, po ostatnich słabych odczytach makroekonomicznych ze strefy euro, były dość wygórowane. Dlatego też nawet wzrost na otwarciu sesji, który w przypadku indeksu WIG20 wynosił około 0,4 proc., ciężko było brać na poważnie. Inna sprawa, że szybko byki okopały się w swoich obozach, a na rynku zaczęło się (znowu!) męczące przeciąganie liny. Atmosferę wyczekiwania można było wyczuć także na innych europejskich parkietach, gdzie podobnie jak w Warszawie, inwestorzy nie palili się do bardziej zdecydowanych ruchów. Inwestorzy wstrzymali oddech, aż w końcu przyszedł długo wyczekiwany moment.