Nowy brytyjski gabinet przystąpił do konsolidacji finansów.
– Gdybyśmy nie podjęli działań już teraz, narazilibyśmy na poważne ryzyko stabilność brytyjskiej gospodarki – oświadczył wczoraj tamtejszy minister finansów George Osborne, przedstawiając szczegóły zaplanowanych na bieżący rok fiskalny (trwa od kwietnia) oszczędności o wartości 6,2 mld funtów (prawie 30 mld zł).
Londyn ograniczy m.in. koszty podróży urzędników oraz usług zewnętrznych ekspertów, a także zawiesi rekrutację w sektorze publicznym.
Ekonomiści wskazują, że zaplanowane cięcia to zaledwie kropla w morzu potrzeb (deficyt w tym roku sięgnąć ma 156 mld funtów, ponad 11 proc. PKB), ale przyznają, że pokazują one rynkom determinację rządu.
Szczegóły szeroko zakrojonego programu oszczędnościowego na kolejne lata konserwatywno-liberalny rząd Camerona zamierza przedstawić 22 czerwca.
Z kolei niemiecki rząd, który na tle innych państw Unii Europejskiej ma niski deficyt budżetowy, przez najbliższe sześć lat będzie go obniżał o co najmniej 10 mld euro (41 mld zł) rocznie. Oszczędności będą pochodziły nie tylko z redukcji wydatków, ale także podwyżek podatków.
Nad szczegółami programu oszczędnościowego, okrzykniętego w niemieckich mediach mianem “akcji czerwony atrament”, rząd w Berlinie debatować ma za dwa tygodnie. Już dziś wiadomo jednak, że złożą się nań m.in. cięcia subsydiów dla krajów związkowych oraz likwidacja części ulg podatkowych. Konieczne mogą być cięcia w obszarze świadczeń dla bezrobotnych.
Oszczędności pozwolą Niemcom zmniejszyć do 2013 r. deficyt budżetowy poniżej obowiązującego w UE limitu 3 proc. PKB wobec 5 proc. PKB w 2010 r. Będzie to zgodne z przyjętą niedawno poprawką do niemieckiej konstytucji, która zobowiązuje rząd do redukcji strukturalnego deficytu budżetowego (skorygowanego o czynniki sezonowe) do 0,35 proc. PKB do 2016 r. W 2010 r. będzie to przypuszczalnie 1,8 proc. – Niemieckie cięcia budżetowe są pomyślane także jako wzór do naśladowania dla innych krajów strefy euro. Wraz z przykładem Berlin da im jednak powody do niepokoju – wskazują eksperci.
– Finanse publiczne Niemiec nie są w najlepszej kondycji. Jest więc zrozumiałe, że Berlin chce ten problem rozwiązać i przy okazji pokazać właściwą drogę innym krajom. Ale tak wczesne zaostrzanie polityki w Niemczech, motywowane wewnętrznymi czynnikami, może spowolnić wzrost gospodarczy w strefie euro – podkreśla Janet Henry, główna ekonomistka HSBC.