Bumar nie może rozpocząć największego kontraktu zbrojeniówki, bo rada nadzorcza nie zatwierdziła miliardowej umowy z hinduskim koncernem BEML

Kontrakt na dostawy 204 pojazdów ewakuacyjno-remontowych WZT 3 dla sił pancernych Indii, wyceniany na 275 mln dol., podpisano 17 stycznia. Prawo korporacyjne daje radzie nadzorczej Bumaru dwa miesiące na akceptację umowy. Tyle że Bumar, jeśli chce w ekspresowym czasie trzech lat zakończyć dostawy, nie ma ani chwili do stracenia.

– Brak pieczęci rady na kontrakcie to dramat. Blokuje finansowanie i wstrzymuje inne przygotowania. Stawia pod znakiem zapytania wykonalność umowy, od którego zależy przyszłość Zakładów Mechanicznych Bumar Łabędy – przyznaje Józef Zakrzewski, który kieruje śląską fabryką czołgów.

Zakrzewski twierdzi, że  przy nadzwyczajnej mobilizacji firmy i pomocy innych spółek Bumaru jest w stanie wykonać kontrakt, uznawany przez część branżowych ekspertów za niewykonalny. – Jeśli mielibyśmy stracić zamówienie, to fabryce w Łabędach grozi upadłość – ostrzega Zakrzewski.

„Rz" mimo wielu prób nie udało się skontaktować z przewodniczącym RN Bumaru Franciszkiem Adamczykiem.

Nieoficjalnie ustaliliśmy, że państwowy właściciel Bumaru nie naciska na przyspieszenie decyzji rady nadzorczej, bo chciałby najpierw sprawdzić opłacalność największego od lat, eksportowego kontraktu Bumaru w Indiach.

Jeśli ocena będzie niepomyślna, konsekwencje zawarcia niekorzystnej umowy z hinduskim koncernem  BEML poniesie zarząd największego zbrojeniowego holdingu, na czele z prezesem Bumaru Edwardem E. Nowakiem – dowiedzieliśmy się z wiarygodnych źródeł.

– Opinie środowiska i ekspertów zbrojeniówki kwestionują opłacalność przedsięwzięcia w umowie z Hindusami. Uważają też trzyletni termin dostaw ponad 200 tzw. czołgów technicznych WZT 3  za nierealny. Bumar ma niewielkie szanse na wywiązanie się z kontraktu. Już w tym roku musiałby wyprodukować prawie 50 pojazdów, to niewykonalne – mówi wysoki urzędnik nadzorującego Bumar resortu, który chce zostać anonimowy.

Kierujący Łabędami Józef Zakrzewski zapewnia, iż umowa z Hindusami została tak skonstruowana, że nawet w wyjątkowo niesprzyjających okolicznościach producent WZT 3 ma szansę wyjść na swoje.

Szef Bumaru Edward E. Nowak bagatelizuje konflikt we władzach koncernu: rada nadzorcza prędzej czy później zatwierdzi umowę, bo to jedyna szansa na przeżycie dla czołgowych zakładów. Nowak nie pozostawia wątpliwości: kontrakt jest ważny i w ocenie zarządu – wykonalny. Szef Bumaru zapewnia, że da się pokonać najbardziej krytyczne ograniczenia, jak dostawy płyt pancernych, które trzeba zamawiać z wyprzedzeniem, i niedostatek fachowych spawaczy w samych Łabędach.

– Jesteśmy zdecydowani rozdzielić produkcję nie tylko wśród spółek Bumaru, ale też w firmach zewnętrznych, które są w stanie zapewnić wysoką jakość wykonania całych modułów i komponentów gotowych do montażu – mówi Nowak.

– Tylko dzięki hinduskim zamówieniom zakład doczeka przyszłych, nowych projektów rozwojowych dla narodowych sił pancernych – dodaje Józef Zakrzewski.