Historia projektu budżetu państwa na przyszły rok wygląda ciekawie. Projekt pod względem głównych założeń makroekonomicznych niewiele różni się od tego, co MF pokazało jeszcze przed wakacjami. Poprawność tych założeń – w ogólnym zarysie – trudno podważyć (pomijam przy tym, jako mało wiarygodną, towarzyszącą projektowi z mocy ustawy prognozę tzw. trzylatkę, obejmującą lata 2015–2017). Założenia dotyczące roku 2014, co nie zaskakuje, są może nieco nadmiernie optymistyczne, jeśli chodzi o niektóre wskaźniki. Ale nie to jest najważniejsze.
Założenia makro na tym poziomie agregacji, jeśli wiarygodne, są jednak ledwie wstępem do oceny projektu budżetu. Struktura zakładanego wzrostu, uwarunkowania prognozy dochodów, zmiany legislacyjne – są tu o niebo ważniejsze.
I widziany pod tym właśnie kątem projekt budżetu, ewoluujący w stosunku do pierwszych wersji, wygląda najciekawiej.
Przychody nieśmiało rosnące
Otóż, pomimo zakładanego wyższego tempa wzrostu gospodarczego o 1 pkt proc., w pierwotnej wersji projektu prognozę dochodów ogółem oszacowano na 275,1 mld PLN, czyli nominalnie poniżej przewidzianych w znowelizowanej wersji tegorocznego budżetu 275,7 mld. Ostatecznie prognozę lekko podciągnięto, ustalając ją na 276,5 mld, co daje nominalny wzrost o zaledwie 1,4 mld PLN (0,5 proc.).
Tak niska prognoza dochodów ogółem skłoniła natychmiast część komentatorów do wyrażania pochwał pod adresem konstruktorów tak konserwatywnych, tym razem, planów dochodowych. Pochwały są jednak nieco na wyrost. Przy umiarkowanym nominalnych wzroście dochodów podatkowych (nieco ponad 4 proc.), w poszczególnych kategoriach wpływy podatkowe mają już jednak rosnąć nominalnie od ponad 3 proc. do nawet blisko 7 proc. (PIT). Czyli wcale niemało, biorąc pod uwagę tegoroczne wykonanie.