[b]Rz: Ekonomiści obniżają prognozy wzrostu gospodarczego dla Polski. Nie dziwi to pana?[/b]
Marek Moczulski: Ci sami zagraniczni ekonomiści kilka miesięcy temu wieszczyli, że ceny ropy sięgną 250 dolarów za baryłkę. W tym, co się teraz dzieje na świecie, zbyt wiele jest emocji – powodują one nakręcanie się spirali paniki w reakcjach rynku.Ale ona, po osiągnięciu maksimum, opadnie.
[b]Nie wierzy pan w spowolnienie gospodarcze w Polsce?[/b]
Oczywiste jest, że ono nastąpi. Po latach tłustych zawsze nadchodzą lata chude, to normalny cykl gospodarczy. Pytanie, jak głębokie będzie to spowolnienie.
[b]W jakim stopniu może ono odbić się na pana firmie? [/b]
Nie ma powodu zakładać, że nasza sprzedaż, czy nawet dynamika sprzedaży, spadnie.jeśli nie nastąpi jakaś katastrofa, nie ma mowy o redukcji zatrudnienia czy produkcji.
[b]Jeśli spadną wydatki konsumentów, trudno przypuszczać, by popyt na słodycze utrzymał się na obecnym poziomie. [/b]
Jesteśmy przygotowani na osłabienie gospodarcze. Oszczędzamy, oglądamy dziesięć razy każdą złotówkę, zanim ją wydamy, dbamy o wzrost wydajności pracy. Inwestycje finansujemy raczej ze środków własnych. Znamy doskonale potrzeby naszych klientów i tak pozycjonujemy nasze produkty, by popyt na nie był jak najmniej uzależniony od wahań koniunktury.
[b]To nie są działania, których skutki widać po kilku tygodniach.[/b]
One przynoszą efekty po latach, ale my prowadzimy właśnie taką politykę, by cykliczne zmiany w otoczeniu rynkowym nie uderzały w nas zbyt mocno. Nie musimy na gwałt ciąć kosztów. Obawiam się jednak, że firmy i ludzie, którzy zaczęli karierę po 2002 r., gdy gospodarka zaczęła podnosić się po głębokim wyhamowaniu, nie są gotowi na to, co teraz może nas czekać.