Brukseli nie podoba się sposób, w jaki w tym roku urzędnicy oceniają, czy przedsiębiorstwo potrzebuje wsparcia z funduszy strukturalnych.
Komisja Europejska zakwestionowała to, jak urzędnicy weryfikują wypełnianie przez duże przedsiębiorstwa tzw. efektu zachęty – dowiedziała się „Rz”. – Rzeczywiście mamy problem z opinią Komisji Europejskiej. Okazuje się, że liberalne podejście, które zastosowaliśmy wobec przedsiębiorców w programie „Innowacyjna gospodarka”, wymaga zmian – mówi Anna Kacprzyk, dyrektor Departamentu Funduszy Europejskich w Ministerstwie Gospodarki.
Od początku tego roku KE wymaga od dużych firm walczących o granty, by udowodniły, że nie zrealizują w pełni (lub wcale) inwestycji, jeśli Unia nie da im wsparcia. Obecnie przedsiębiorcy mogą ruszać z realizacją projektów w dzień po złożeniu wniosku. Po potwierdzeniu, że ich wniosek jest poprawny formalnie, wydatki, które ponoszą, mogą być częściowo sfinansowane z dotacji (tzw. koszty kwalifikowane). I tę zasadę zakwestionowała Bruksela – instytucja musi odrębnie poinformować, że w jej ocenie firma wypełnia efekt zachęty.
Czy to oznacza, że w najczarniejszym scenariuszu firmom, które zgłosiły się do tegorocznych konkursów i zbyt wcześnie ruszyły ze swoimi inwestycjami, grozi utrata dofinansowania? – Zrobimy wszystko, by do tego nie doszło – deklaruje Anna Kacprzyk. – W konkursach ocenialiśmy wypełnienie wymagań Komisji przez duże firmy. Jeśli inwestycja nie spełniała efektu zachęty, była oceniana negatywnie i nie miała szans na wsparcie. Problem dotyczy formalnego potwierdzenia, od którego momentu wydatki będą mogły być finansowane z dotacji.
Jednocześnie Jarosław Pawłowski, wiceminister rozwoju regionalnego, uspokaja: – Umowy z firmami będą podpisywane. Nie widzę powodu, by wstrzymywać ten proces.
W przyszłym tygodniu resort gospodarki spróbuje oszacować, ile firm może mieć kłopoty. – Wśród wszystkich inwestycji, które mają szansę na dotację z priorytetu czwartego, niecałe 40 proc. to projekty dużych przedsiębiorstw – mówi Anna Kacprzyk. Łącznie to ok. 120 przedsięwzięć.
[wyimek][b]39 procent[/b] tegorocznych wniosków o dotacje z programu „Innowacyjna gospodarka” złożyły duże firmy[/wyimek]
Chodzi o dotacje na innowacyjne inwestycje, wsparcie badań naukowych w firmach i wdrażanie wyników tych badań, a także dofinansowanie największych projektów o wartości powyżej 160 mln zł.
Zamieszanie dotyczy także innych programów, z których dotacje mogą czerpać duże firmy: programu „Kapitał ludzki”, z którego pochodzą dotacje na szkolenia, i kilku programów regionalnych (warmińsko-mazurskiego, mazowieckiego, zachodniopomorskiego, kujawsko-pomorskiego).
– To zamieszanie to dowód na brak koordynacji wdrażania pomocy z UE i braku wiedzy o zasadach udzielania pomocy publicznej wśród urzędników – komentuje Artur Bartoszewicz, ekspert ds. funduszy unijnych w PKPP Lewiatan.
Pawłowski deklaruje, że sprawę uda się wyjaśnić jeszcze w sierpniu. Na wrzesień zaplanowany jest bowiem konkurs na dotacje do innowacyjnych inwestycji.
[ramka][srodtytul]Magdalena Burnat-Mikosz,partner w firmie doradczej Deloitte[/srodtytul]
Przepisy Unii Europejskiej wprowadzające obowiązek weryfikacji efektu zachęty weszły w życie jesienią 2008 r. Szkoda, że dopiero po roku znane jest stanowisko KE, chodź wątpliwości istniały wcześniej i były sygnalizowane przez przedsiębiorców. Dotąd stanowisko MRR było jednoznaczne – można rozpocząć projekt po złożeniu wniosku, na własne ryzyko.
Skoro podejście musi się zmienić, to trzeba przede wszystkim dołożyć starań, by nieuchronne negatywne skutki tej modyfikacji były jak najmniejsze, a zmiana została wprowadzona jak najszybciej. Procedury powinny być opracowane tak, by projektodawca działający na ich podstawie w dobrej wierze nie musiał zwracać dotacji.[/ramka]
[i]masz pytanie, wyślij e-mail do autorki [mail=u.mironczuk@rp.pl]u.mironczuk@rp.pl[/mail][/i]