Listę przeszkód hamujących napływ inwestycji do Polski przygotowała Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych. Opierający się na obowiązujących 1 grudnia ub. roku przepisach raport, do którego dotarła „Rz", wymienia kilka grup barier, na które wskazują działający w Polsce zagraniczni inwestorzy.
Znacząca grupa takich hamulców dotyczy systemu zachęt inwestycyjnych. To m.in. możliwość zablokowania rządowych grantów, gdy przedsiębiorca korzysta z innych form wsparcia (np. zwolnienia podatkowego w strefie ekonomicznej), a także wysoki próg nakładów jako warunek przyznawania pomocy na badania i rozwój, co pozbawia możliwości pomocy firmy małe i średnie. Problemem są także przepisy o przyznawaniu pomocy z funduszy strukturalnych (procedura oceny wniosków, nieprecyzyjne zdefiniowanie wymogów) czy też ich ograniczony budżet. Poważną barierą w systemie zachęt jest ograniczenie czasu funkcjonowania stref ekonomicznych, wykluczenie z nich pewnych działalności (np. centra usług pomocniczych dla banków i ubezpieczycieli) czy brak możliwości rozliczania strat.
Do najbardziej krytykowanych przez inwestorów należą przepisy prawa pracy. – Firmy wchodzące do Polski wskazują, że są one niedostosowane do polskiej gospodarki – zaznacza Paweł Tymendorf z kancelarii Pytlak Tymendorf, która przeprowadzała badania nastrojów firm inwestujących w Polsce. Zdaniem przedstawiciela jednej z nich – firmy z USA – polskie prawo pracy jest osadzone w dawnej rzeczywistości. – Nie pasuje do realiów, w których muszą działać nowoczesne przedsiębiorstwa – dodaje Tymendorf.
Raport PAIiIZ wymienia też m.in. zakaz pracy w święta, który uderza w centra usług wspólnych, działających na rzecz zagranicznych klientów. Kolejną przeszkodą jest definicja tzw. doby pracowniczej, utrudniającej pracę w firmach pracujących na zmiany. Osobna grupa barier związana jest z podatkami. To np. kwestia opodatkowania dowozu pracowników do pracy czy brak możliwości rozliczania się kilku firm w ramach tzw. grup VAT-owskich, dopuszczonych przez dyrektywę unijną.
Dla wielu inwestorów, zwłaszcza mniejszych, zniechęcające do Polski okazują się bariery biurokratyczne. Podkreślają to zwłaszcza firmy z Wielkiej Brytanii: – Dla właścicieli małych firm, którzy często sami załatwiają formalności, zderzenie z polską biurokracją to szok kulturowy – mówi Michael Dembinski z British Polish Chamber of Commerce.
Według prognoz PAIiIZ ubiegłoroczny napływ inwestycji może przekroczyć 10 mld euro. Gdyby przynajmniej część barier dało się usunąć, byłby znacznie większy. – Polska w czasie kryzysu jest dobrze postrzegana przez inwestorów – twierdzi Rick Lada, wiceprezes Amerykańskiej Izby Handlowej w Polsce.
Ale z uwagi na kryzys finansowy w Europie obecny rok może się okazać dla napływu inwestycji słabszy. Część ekspertów radzi, by teraz szukać inwestycji gdzie indziej. – Powinniśmy zwrócić się w stronę krajów, które do tej pory nie inwestowały wiele w Polsce, takich jak np. Chiny – twierdzi Paweł Tynel z Ernst & Young.
Najwięcej z USA
Po trzech kwartałach 2011 r. wartość inwestycji zagranicznych sięgnęła 7,6 mld euro – więcej niż w całym 2010 r. (6,7 mld euro). Najwięcej kapitału płynęło do Polski z USA (Stany Zjednoczone są największym globalnym inwestorem). W dużej części były to inwestycje w nowoczesne usługi biznesowe, w tym w centra badawczo-rozwojowe i ośrodki rozwoju oprogramowania. Usługi nie należą co prawda do przedsięwzięć wysokonakładowych, ale przynoszą najwięcej nowych miejsc pracy. Szacuje się, że w tej branży w ciągu 12 – 18 miesięcy moglibyśmy pozyskać nawet 15 – 20 nowych inwestycji. W ub.r. inwestorów przyciągały także motoryzacja i sektor lotniczy.