Inflacja bazowa, czyli wskaźnik, który nie uwzględnia cen paliw i żywności, wyniósł 0,1 proc. w grudniu w stosunku do poprzedniego miesiąca. Analitycy spodziewali się, że wskaźnik wzrośnie o 0,1 proc. miesiąc do miesiąca.
Rok do roku wskaźnik CPI wzrósł w grudniu o 3,0 proc., a po odliczeniu cen żywności i energii wzrósł o 2,2 proc. Tu analitycy spodziewali się odpowiednio wzrostu o 3,0 proc. i wzrostu o 2,2 proc.
Analitycy zawracają uwagę, że silny dolar pomógł wyhamować wzrost cen w Stanach Zjednoczonych.
- Ostatnie trzy miesiące to umacniająca się amerykańska waluta. Automatycznie ten największy eksporter, czyli amerykańska gospodarka, ma tańsze surowce, tańsze produkty, dzięki silnemu dolarowi - podkreśla Paweł Cymcyk z ING TFI.
Ale wysoki kurs waluty, przy dzisiejszych wahaniach na rynkach walutowych, nie jest trwałą tendencją. Spadkowi inflacji nie sprzyja również ciągłe dodrukowywanie pieniędzy przez Bank Rezerw Federalnych.
- Pamiętajmy, że produkcja dolara przez FED ciągle trwa. Tam, gdzie jest dużo pieniądza, inflacja prędzej czy później musi się pojawić. Na razie jednak nikt się nie martwi inflacją, a tylko i wyłącznie wzrostem gospodarczym. Walka o wzrost gospodarczy przesłania ewentualne skutki, jakie może nieść ze sobą wysoka inflacja - mówi analityk.
- Inflacja w Stanach Zjednoczonych jest dużo za duża niż wskazywałyby na to stopy procentowe, bo stopy są na rekordowo niskim poziomie 0 proc. Inflacja sięga 3 proc. Ostatnie miesiące pokazują, ze ta inflacja spada, ale ten spadek jest zdecydowanie zbyt wolny niż można by tego oczekiwać - twierdzi analityk.