Przedsiębiorstwa wyraźnie zmniejszają zapasy. Było to bardziej widoczne w II niż w III kwartale tego roku, ale jest to powszechny sposób zapanowania nad kosztami, co oznacza, że klienci mogą dłużej czekać na określone produkty czy półprodukty – zauważa Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP Lewiatan.
Według niej dla przedsiębiorstw ważniejsze będzie uwolnienie kapitału zamrożonego w zapasach niż ryzyko utraty klientów.
Podobnie uważa Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku. Jego zdaniem tak silnego dostosowywania się firm nie widać jeszcze po danych o PKB, ale w wielu działach konsumenckich ostatnie miesiące równały się przygotowaniom do grudniowej sprzedaży związanej ze świętami. Spodziewa się więc cięcia zapasów w kolejnym kwartale.
– W okresie spowolnienia działa zasada „gotówka jest królem". Zwłaszcza jeśli jest ono długotrwałe i problemem firm są zatory płatnicze. Przedsiębiorstwa będą się starały unikać zamrożenia gotówki w zapasach. Będą więc dostosowywały do zamówień nie tylko gotowe produkty, ale także półprodukty – przyznaje Borowski.
Grzegorz Błachnio, ekonomista z Euler Hermes Collections, przypomina, że obecny kryzys w wielu branżach nie ma podłoża popytowego, tylko właśnie finansowy. Firmy mają problemy z terminowym otrzymywaniem płatności, a dodatkowo coraz trudniej jest im uzyskiwać kredyty obrotowe. – Dla firm ważne jest więc, by nie zamrażały gotówki w zapasach. Będą się starały ściśle nimi zarządzać – dodaje Błachnio. Ekonomista zwraca uwagę na to, co dzieje się w branży meblowej. – Po kilkunastu upadłościach, po wydłużeniu zatorów płatniczych do kilkudziesięciu dni sytuacja powoli się stabilizuje. Jednym ze sposobów jest zmniejszenie zapasów i dostosowanie produkcji i dostaw do rzeczywistych zamówień – zauważa Błachnio.
To dostosowywanie firm zapasów do zamówień może oznaczać, że klient będzie musiał dłużej czekać na towar. Tak dzieje się w wielu sklepach meblowych, gdzie od zamówienia towaru do jego otrzymania mija od kilku dni do dwóch tygodni. Podobny standard od dawna istnieje w farmacji. W wielu aptekach nie ma drogich leków, tylko są zamawiane (a dostawa może wynosić od kilku godzin do kilku dni), jeśli zgłosi się klient.
Jednak Maria Drozdowicz- Bieć, prof. SGH, ma nadzieję, że nie oznacza to powszechnego niższego standardu robienia zakupów: – Nie zawsze cięcie zapasów musi się przełożyć na niższy standard w postaci dłuższego terminu. Dzieje się tak, jeśli łańcuch od dostawcy do klienta nie działa sprawnie lub poszczególnym jego uczestnikom mniej na tym zależy – tłumaczy ekonomistka.