Jak dowiedziała się gazeta „Białorusini i rynek" Łukaszenko chce od Putina 2 mld dol. preferencyjnego kredytu na specjalnych warunkach. Spłata rozłożona na 27 lat i na 40 równych rat. Przy czym pierwsza rata dopiero w 2018 r.Pożyczka ma być przeznaczona na „modernizację białoruskiej gospodarki".
„Podczas rozmów 18-19 grudnia z premierem i prezydentem Rosji powiedziałem tak: pomyślcie, jeżeli my bracia rodzeni, może powinniśmy sobie pomagać w czasie kryzysu. Nam potrzeba parę miliardów dolarów kredytów, żeby zmodernizować nasze zakłady" - barwnie opowiadał Łukaszenko.
I jego zdaniem, ponieważ Rosjanie milczeli, to znaczy, że odpowiedzi negatywnej z ich strony nie było.
Tymczasem strona rosyjska inaczej rozumie pożyczenie „paru miliardów" Łukaszence.
W lutym odwiedzający Mińsk wicepremier Arkadij Dworkowicz wybrał kilka firm, które mogłyby się zintegrować (czytać - zostały przejęte) przez kapitał rosyjski. To producent ciężarówek MAZ. firma nawozowa Grodno Azot, producent maszyn rolniczych z Homla. Dworkowicz zapowiedział, że Rosja może skredytować te firmy, ale w wypadku gdy utworzą joint venture z partnerami z Rosji.Wiadomo już, że powstać ma holding Kamaza z MAZ.
Jutro Łukaszenko leci do St. Petersburga na spotkanie z władzami Rosji. Zdaniem niezależnych ekonomistów. Kredyt jest potrzebny na spłatę zadłużenia zagranicznego. Ostatnie dane banku narodowego z 1 października 2012 mówią o 33 mld dol. długu, w tym 12,8 mld dol. - to dług państwa. Firmy (w większości państwowe) miały 5 miesięcy temu 14,5 mld dol. długów. I do tego, a nie do modernizacji potrzebują rosyjskiej pożyczki.
Białoruskie rezerwy w walutach wynoszą na 1 marca tylko 3,3 mld dol..Większość firm nie ma jak spłacać zadłużenia. Kredyty walutowe są trudno dostępne. MFW wstrzymał rozmowy z Białorusią wobec niewykonania wcześniejszych ustaleń w sprawie reformowania gospodarki.