Do zdarzenia doszło 2 listopada 2018 roku na Manhattanie w Nowym Jorku. 60-letni aktor "zaatakował osobę, która chciała zająć to samo miejsce parkingowe co on" - poinformowała wówczas Sophia Mason, funkcjonariusz nowojorskiej policji. Chodziło o właściciela firmy budowlanej z Polski, 49-letniego Wojciecha Cieszkowskiego. 49-latek miał postawić samochód w miejscu, w którym chciał zaparkować aktor. Cieszkowski, który po całym zajściu został przewieziony do szpitala, powiedział w rozmowie z portalem Pge Six, że jest obolały, ale nic poważnego mu się nie stało. - Rozpoznałem Baldwina, bo widziałem go kilka razy w „Saturday Night Live - powiedział.

Aktor miał przyznać się policjantowi, że popchnął mężczyznę i nazwać go „dupkiem”. 

Baldwin trafił do aresztu w East Village na Manhattanie, z którego został zwolniony po dwóch godzinach. Został oskarżony o napaść i nękanie trzeciego stopnia. Dziś odbyła się rozprawa, podczas której aktor przyznał się do winy. Sąd skazał go na jeden dzień terapii radzenia sobie z gniewem.

 

Reuters przypominał, że Baldwin w 2012 roku miał rzekomo uderzyć fotoreportera, który chciał zrobić zdjęcie jemu i jego narzeczonej, nauczycielce jogi Hilarii Thomas. Baldwin zaprzeczył jednak temu zarzutowi. Baldwin i Thomas pobrali się w 2012 roku. Mają czworo dzieci.

W 2014 roku Baldwin wdał się w kłótnię z policjantami, którzy zatrzymali go za jazdę pod prąd jednokierunkową ulicą w Nowym Jorku. Z kolei w 2011 roku został usunięty z samolotu, ponieważ nie chciał przerwać grania na smartfonie przed startem maszyny.

Za parodiowanie Trumpa w serii skeczów w "Saturday Night Live" Baldwin otrzymał nagrodę Emmy.

Donald Trump powiedział, że "życzy Baldwinowi szczęścia", kiedy dziennikarze poinformowali go o incydencie z udziałem aktora.