W kolejnym ujęciu, już w Ameryce, czerwień pojawi się na ścianach zamieszkiwanego przez nią niewielkiego domku. Ktoś nieżyczliwy zamalował je farbą.
Kobieta, nerwowo oglądając się za siebie, próbuje zmyć ją nieudolnie. Nagle rezygnuje, chowa się za drzwiami, skrycie obserwując otoczenie przez uchylone rolety. Przypomina zaszczute, zagonione w pułapkę zwierzę. Czym zawiniła, że musi się ukrywać, a nieznajomi na ulicy obrzucają ją obelgami.
Czytaj rozmowę z reżyserką filmu
W thrillerze psychologicznym "Musimy porozmawiać o Kevinie" Lynne Ramsay – w ślad za Lionel Shriver, autorką powieściowego pierwowzoru – narusza mit rodziny i naturalności macierzyństwa, a przy okazji zastanawia się nad granicami odpowiedzialności matki za zbrodnicze zachowania wkraczającego w dorosłość syna.
W serii gwałtownych, subiektywnych retrospekcji oglądamy 16 lat ich wspólnego życia, od niemowlęctwa do dorosłości.
Była już dojrzałą kobietą, gdy urodziła. Chyba go nigdy nie pragnęła, to mąż marzył o potomku, a potem go maksymalnie rozpieszczał. Nie miała macierzyńskiego instynktu, obecność dziecka wpędzała ją w depresję. Kevin od początku wyczuwał brak miłości z jej strony. Odpowiadał na to agresją i złośliwością, tocząc z matką grę o przeżycie, w której miał wszystkie atuty. Od zawsze byli sobie obcy i tak już pozostało do końca. Lynne Ramsay nie obwinia nikogo o tragiczny finał, ani genów, ani wychowawców.
Marek Sadowski