Dyrektorka festiwalu filmowego w Cannes Iris Knobloch podkreśla, że tegoroczny program festiwalu odbija niepokoje świata. Do komisji selekcyjnych trafiły filmy z 50 krajów, w programie oficjalnym znalazły się produkcje z ponad 30 krajów. A w konkursie głównym o Złotą Palmę będą walczyły m.in. dwa filmy, za którymi stoją twórcy z Polski. 

Reklama
Reklama

 „Fatherland” Pawła Pawlikowskiego

 Nowy film Pawła Pawlikowskiego. „Fatherland” (pierwotny tytuł brzmiał „1949”) to opowieść o autorze „Buddenbrooków” i „Czarodziejskiej góry”– laureacie Nagrody Nobla z 1929 r. – Thomasie Mannie i jego córce Erice. Pisarz wyemigrował z Niemiec po dojściu Hitlera do władzy. Najpierw do Szwajcarii, potem do Czechosłowacji, by wreszcie osiąść w USA. Pawlikowski opowiada o jego pierwszej podróży do ojczyzny, po II wojnie światowej, w czasie zimnej wojny. 

Jest więc rok 1949, pisarz i jego córka jadą z zachodniego Frankfurtu do wschodniego Weimaru. Ta podróż staje się pretekstem do refleksji na temat tożsamości, podziałów w Europie. Ale też do nakreślenia relacji łączącej starego pisarza i jego córkę. 

Scenariusz Paweł Pawlikowski napisał razem z Henkiem Handloegtenem, współtwórcą scenariusza filmu „Good bye, Lenin” Wolfganga Bekera. Za kamerą stanął stały współpracownik Pawlikowskiego – Łukasz Żal, dwukrotnie nominowany do Oscara – za zdjęcia do „Idy” oraz „Zimnej wojny”. „Fatherland”, podobnie jak obie te produkcje, jest czarno-biały. 

W rolach głównych występują Hanns Zischler i Sandra Hüller. Zbliżający się do osiemdziesiątki Zischler, który karierę filmową zaczynał w latach 70. w filmach Wima Wendersa, spotkał się już wcześniej z polskimi twórcami, m.in. wystąpił w „Korczaku” Andrzeja Wajdy. Hüller to jedna z najciekawszych aktorek europejskich. Zagrała m.in. w dwóch filmach znakomicie przyjętych na festiwalu canneńskim – w uhonorowanej Złotą Palmą „Anatomią upadku” Justine Triet i w „Strefie interesów” Jonathana Glazera nagrodzonej Grand Prix. 

Część zdjęć do „Fatherland” powstała w Polsce. W wytwórni wrocławskiej zostały m.in. odtworzone wnętrza rezydencji Manna w Los Angeles. Ekipa kręciła też w kilku miejscowościach Dolnego Śląska, m.in. w Legnicy, Wałbrzychu, Goszczu, Kliczkowie. Poza tym ekipa Pawlikowskiego pracowała w Niemczech i we Włoszech. 

Paweł Pawlikowski ma już na koncie canneńską nagrodę za reżyserię „Zimnej wojny”. Czy teraz sięgnie po Złotą Palmę? Za wcześnie jest na spekulacje, gdy nikt jeszcze nie widział konkursowych filmów. 

„Historie równoległe” Asghara Farhadiego

W konkursie głównym znalazł się również nakręcony w Paryżu film Asghara Farhadiego „Historie równoległe”, nawiązujący do „Krótkiego filmu o miłości” Krzysztofa Kieślowskiego. Niewiele o nim na razie wiadomo. To historia, która toczy się po krwawych atakach terrorystycznych we Francji w 2015 r. a w wątku fabularnym jest podobno młody mężczyzna szaleńczo zakochany w starszej kobiecie. W rolach głównych wystąpili Catherine Deneuve, Isabelle Huppert, Virginie Efira i Vincent Cassel. 

Czytaj więcej

Wojna w Iranie. Bomby spadają również na muzea

Powstanie tego filmu jest spełnieniem marzenia i zasługą aktora Macieja Musiała. Wśród producentów wykonawczych filmu jest też adwokat i scenarzysta Krzysztof Piesiewicz. Musiał zawsze był urzeczony twórczością Krzysztofa Kieślowskiego. I jeszcze na studiach zamarzył, by przywrócić widzom idee stojące za „Dekalogiem”, uwspółcześniając je i dopasowując do czasu, w jakim żyjemy. Projekt wydawał się jednak niemożliwy do zrealizowania.

Aktor, który zyskał sławę jako bohater serialu „Rodzinka.pl”, był już wcześniej jednym z motorów powstania cyklu „1983” Agnieszki Holland, Kasi Adamik, Olgi Chajdas i Agnieszki Smoczyńskiej. Miał wtedy 19 lat. Potem, gdy kończył studia, udało mu się odkupić od Krzysztofa Piesiewicza prawa do „Dekalogu”. „Wydałem wtedy wszystko, co miałem” – mówi dziś w wywiadach. I już razem z mecenasem Piesiewiczem, zaczęli myśleć o realizacji uwspółcześnionych filmów opartych na kolejnych częściach serii, a projektem zainteresowali się producenci z Anonymous Content. 

Farhadi, który „Historie równoległe” wyreżyserował, jest też autorem scenariusza. Za zdjęcia odpowiada Guillaume Defauntaines. Maciej Musiał i Krzysztof Piesiewicz wymienieni są w licznej grupie producentów wykonawczych. 

Po zdjęciach jest też już następny film z tej serii „Possible Love”, za którym stoi południowokoreański reżyser Lee Chang-dong. 

 Polacy i reszta świata na festiwalu w Cannes

Tegoroczna konkurencja jest silna. W konkursie pojawią się m.in. nakręcony w Norwegii „Fijord” Christiana Mungiu, „Moulin” László Nemesa, a także „Minotaur” Andrieja Zwiagincewa, który – jak zaznacza dyrektor artystyczny festiwalu Thierry Fremaux – już nie mieszka w Rosji.

Ważnym filmem może okazać się „Bitter Christmas” Pedro Almodovara, który nigdy jeszcze nie wyjechał z Cannes ze Złotą Palmą. Z Hiszpanii przyjadą też dwa inne tytuły. Jak zwykle sporo, bo aż sześć, będzie w konkursie filmów francuskich, Europę reprezentują również filmy Belga Lucasa Dhonta i Niemki Valeski Grisebach.

Licznie reprezentowane jest kino azjatyckie. O Złotą Palmę będą walczyły nowe filmy Hirokazu Koreedy, Na Hong-Jina, Koji Fukady, Ryusuke Tamagochiego („Sudden”).

Zwraca uwagę brak Amerykanów. Ze Stanów do konkursu głównego dostał się jeden tylko „The Man I Love” Iry Sachsa.

Poza konkursem odbędzie się natomiast światowa premiera reżyserskiego debiutu Johna Travolty „Propeller One-Way Night Coach”.

Festiwal potrwa od 12 do 24 maja.