Reklama

Gdy brakuje już czasu, by zmienić swoje życie

Kolejna świetna rola Tomasza Kota. W filmie „Żyć nie umierać” Macieja Migasa gra śmiertelnie chorego aktora.

Publikacja: 25.08.2015 20:00

Foto: Kino Świat

To film o aktorze, o czterdziestokilkuletnim mężczyźnie, który całe życie gna. Od dziewczyny do dziewczyny. Od roli do roli. Od chałtury do chałtury. A po drodze – między Hamletem a prowadzeniem telewizyjnego show „Tańczę z gwiazdą" – wszystko podlewał wódką. Taki styl. Pełny luz.

Potem przypadek: badania kontrolne. I plama na płucu. Rozmowa z lekarzem: – Ile mi zostało? – Trzy, cztery... – Lata? – Miesiące.

Jak ma zachować się człowiek, który ma przed sobą tak niewiele? Bohater robi więc porządek we własnym życiu. Odwiedza dziewczyny, które przed laty porzucił.

Trawiony wyrzutami chce się pożegnać. Ale one wykreśliły go ze swojego świata. Jak głęboką ranę musi nosić kobieta, która rzuca dawnemu facetowi: „Spierdalaj!".

Jest jednak jedna osoba, o którą on chce jeszcze walczyć. Na ścianie jego pokoju wisi laurka narysowana przez dziecko, ale dorosła już córka nie chce znać ojca. Skończyła dwa fakultety, mieszka na Węgrzech. Kiedyś opuszczona, nosi w sobie zadrę.

Maciej Migas zadebiutował w 2005 r. w składankowej „Odzie do młodości".

Samodzielny debiut fabularny pokazuje po dziesięciu latach. I ze scenarzystą Cezarym Harasimowiczem zadaje już inne niż wtedy pytania. Ich bohater musi się rozliczyć z wyborami, których kiedyś dokonał.

Reklama
Reklama

„Meta nie oznacza zwycięstwa, tylko koniec. Smutny koniec. Jeden na milion zdarzy się taki farciarz, któremu uda się zawrócić i wtedy zobaczy, co za sobą zostawił" — mówi chory aktor.

Twórcy prześlizgują po problemie śmierci i odchodzenia. Ich bohater szuka ratunku, poddaje się akupunkturze, przechodzi operację usunięcia płuca. Widzimy euforię, gdy myśli, że pokonał raka, odchodzenie też nie zostało w filmie naznaczone przeraźliwym cierpieniem. „Żyć nie umierać" nie stara się epatować widzów traumą. Ważne jest tu przypomnienie, jaka jest wartość życia. Ważne są pytania, co zostawiamy po sobie i jakie wspomnienia zachowają najbliżsi.

Film bardzo dużo zawdzięcza kreacji Tomasza Kota, broniącego film przed miałkością. Znakomity aktor był Ryśkiem Riedlem w „Skazanym na bluesa" i chirurgiem w „Bogach", ale też przed pięcioma laty w „Erratum" zagrał interesującą, wyciszoną rolę trzydziestokilkulatka, który zastanawia się nad swoim życiem, gdy odwiedza rodzinne miasteczko.

Tamten bohater miał czas, by życie zmienić. Ten już nie i wie o tym. Prowadząc po raz ostatni telewizyjny show, zwróci się do rozbawionej publiczności: „Nie skreślajcie tych, którzy odpadną. Co z tego, że byli za słabi? Walczyli od końca. Myślcie o nich ciepło". Choćby dla tej sceny warto „Żyć nie umierać" obejrzeć.

Film
Berlinale 2026: Złoty Niedźwiedź dla „Yellow Letters”
Film
Berlinale: Złoty Niedźwiedź dla mocnych „Yellow Letters” na festiwalu pokaleczonego świata
Film
Berlinale 2026: Pierwsze nagrody rozdane
Film
Legenda wraca na ekrany. Co wiemy o nowym filmie „Adam”?
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama