Organizatorzy święta kina w Wenecji nie mają łatwo. Zawsze musieli rywalizować z imprezą w Cannes, a teraz doszedł im konkurent jeszcze potężniejszy – festiwal w Toronto, który zgarnia z rynku mnóstwo głośnych filmów. Ale dyrektor weneckiego festiwalu Alberto Barbera twierdzi, że doszedł do porozumienia z organizatorami w Kanadzie, a poza tym Wenecja to długa tradycja, prestiż, intelektualne ambicje.

Alberto Barbera ma zresztą dobrą rękę. Widać to po filmach, które w ostatnich dwóch latach otwierały jego imprezę: „Gravitacja" i „Birdman". W tym roku postawił na „Everest" Islandczyka Baltasara Kormakura. Scenariusz oparty został na tragedii, jaka wydarzyła się w 1996 roku, gdy podczas zdobywania najwyższego szczytu Ziemi zginęło ośmiu himalaistów. W Wenecji razem z Kormakurem pojawią się jego aktorzy: Josh Brolin i Keira Knightley.

Ciekawie zapowiada się konkurs główny prezentujący cały przekrój kina: od amerykańskich produkcji z głośnymi gwiazdami aż do obrazów artystycznych i wyrafinowanych. Brytyjska gwiazda Eddie Redmayne ma więc promować film Toma Hoopera „The Danish Girl", a Johnny Depp – „Black Mass" Scotta Coopera. A i Kristen Stewart i Nicholas Hoult zagrali w romansie Drake'a Doremusa „Equals".

Michael Keaton wróci na festiwal ze „Spotlight". To jego pierwszy film od czasu znakomitej kreacji w „Birdmanie". Gra w nim reportera „Boston Globe", który w 2003 roku ujawnił skandal pedofilski w Kościele katolickim. Dla nas przede wszystkim wydarzeniem jest „11 minut" Jerzego Skolimowskiego. Szczegóły tej opowieści o splatających się losach kilku osób okryte są tajemnicą. Polski mistrz nie zdążył z nowym filmem do Cannes, zyskała na tym Wenecja, gdzie kilka lat temu święcił triumfy jego „Essential Killing".

Wenecja zawsze też troszczy się o kino włoskie. Nowe filmy pokażą w konkursie Marco Bellocchio („Krew z mojej krwi") i Luca Guadagnino („A Bigger Splash" z Tildą Swinton). Ciekawie zapowiada się debiut Laurie Anderson „Heart of a Dog". Widzowie czekają na animowany obraz Charliego Kaufmana „Anomalisa" o kryzysie wieku średniego, „Frankofonię" Aleksandra Sokurowa zapowiadaną jako refleksję na temat relacji sztuki i wojny.

W tym roku festiwal jest życzliwy dla kina polskiego. Poza „11 minutami" w Wenecji będzie można obejrzeć kilka innych naszych tytułów. „Klezmer" Piotra Chrzana dostał się do prestiżowej sekcji Venice Days. Będzie też debiut Kuby Czekaja „Baby Bump", finalisty weneckich warsztatów Biennale College-Cinema.

W jury przyznającym Złote Lwy, które obradować będzie pod przewodnictwem Alfonsa Cuarona, znalazł się m.in. Paweł Pawlikowski. Festiwal potrwa do 12 września.

—Barbara Hollender