Wrażliwość – takiego słowa często używają krytycy, pisząc o pani filmie „Tylko my dwoje”.
Valerie Donzelli, reżyserka: To dla mnie ważne. Mój dziadek Dante Donzelli był malarzem i rzeźbiarzem. Cudownym artystą. To on uczył mnie patrzeć na świat, dostrzegać wokół siebie obrazy, które zwykle mijamy w pośpiechu, zwracać uwagę na ludzi, których twarze mogą kryć tajemnicę. Kiedy dziesięć lat temu przeczytałam książkę „Miłość i lasy”, od razu mnie ona zaintrygowała. Jej autor Eric Reinhardt starał się przejrzeć tajemnicę, która kryje się za drzwiami niejednego domu.
We Francji co pięć dni kobieta zostaje zamordowana przez partnera.
Co panią w „Miłości i lasach” najbardziej zainteresowało?
Znalazłam w tej książce ciekawie podpatrzone relacje rodzinne, namiętność, a potem narastanie przemocy w małżeństwie i zniewolenia kobiety. Od razu wiedziałam, że to świetny materiał na film, ale nie czułam się jeszcze na siłach, by go zrealizować. Potrzebowałam czasu, żeby tematyka domowej przemocy we mnie dojrzała. Kilka lat później na planie filmu, w którym grałam, spotkałam Virginie Efirę i ta książka do mnie wróciła. Od razu pomyślałam, że Virginie byłaby doskonała do zagrania głównej roli kobiecej.
Dziś dużo się mówi o przemocy domowej.