Reklama
Rozwiń
Reklama

Zmarł reżyser Piotr Szulkin

Po długiej chorobie zmarł Piotr Szulkin. Był jednym z najoryginalniejszych twórców polskiego kina. Miał 68 lat.

Publikacja: 05.08.2018 18:06

Piotr Szulkin (1950–2018)

Piotr Szulkin (1950–2018)

Foto: PAP

Jako artysta milczał od 15 lat. Ale fenomen Piotra Szulkina polega na tym, że jego filmy, nawet te najdawniejsze, są bardzo aktualne. Powstała przed laty tetralogia s.f., przesiąknięta rozczarowaniem, pokazująca, jak człowieka tłamsi totalitarny system, w dobie odradzających się nacjonalizmów staje się niepokojąco ważna.

Szedł swoją drogą, nie dawał się wtłoczyć w schematy. Urodził się w 1950 roku w Gdańsku, bo tam jego ojciec reaktywował politechnikę. W 1956 roku rodzina Szulkinów przeprowadziła się do Warszawy. Potem ojciec wyjechał na Zachód, syna wychowała matka. Po maturze zdał do łódzkiej Filmówki.

Zaczynał jako dokumentalista. „Życie codzienne" czy „Kobiety pracujące" były opowieściami o zwykłych ludziach, ich trudzie i bezsilności. Równie ciekawe były „Narodziny" czy „Oczy uroczne", odwołujące się do tradycji ludowych.

W latach 1979–1985 zrealizował słynną tetralogię kosmiczną. Akcja filmów „Golem", „Wojna światów. Następne stulecie", „O-bi, O-ba. Koniec cywilizacji", „Ga-ga. Chwała bohaterom" toczyła się w przyszłości. Pokazywał apokaliptyczną wizję świata, zarządzanego przez tyranów, uprawiających manipulację i podporządkowujących sobie obywateli. Prawdziwymi bohaterami tych opowieści nie byli jednak rządzący, lecz ludzie, którzy nie mają dość siły i odwagi, żeby wyrwać się do wolności. Tylko nieliczni zdobywali się na odruchy serca, tęsknili za innym życiem.

Po transformacji w Polsce na filmy Szulkina nie starczyło pieniędzy. W 1990 roku udało mu się jeszcze zrobić „Feminę", potem zwrócił się ku Teatrowi Telewizji. Wyreżyserował ważne spektakle. Od „Pępowiny" Kofty – dyskursu o roli narodowej pamięci, przez „Tango" Mrożka, aż do „Kariery Artura Ui Brechta".

Reklama
Reklama

W 1993 roku zrealizował „Mięso". 30-minutowy dokument kreacyjny, pokazujący najnowszą historię Polski w satyryczny sposób przez pryzmat problemów z mięsem, miał stać się pierwszą częścią „Ironiki". Nie dostał na ten projekt pieniędzy. Był zbyt dumny, by antyszambrować pod drzwiami decydentów. Po dziesięciu latach starań oraz dzięki dzięki prywatnej producentce udało mu się nakręcił jeszcze „Ubu Króla", opowieść o kraju, w którym mimo zmian pozostała stara mentalność. Pokazał, jak niedawni rewolucjoniści pławią się we władzy, panującą korupcję i serwilizm. A masy to przyjmują, bo mają podobną hierarchię wartości.

Był rozczarowany rzeczywistością. Jako artysta zamilkł. Nie udało mu się zekranizować „Króla Maciusia Pierwszego". Twierdził, że czuje się jak bohater Korczaka i coraz mniej rozumie, co dzieje się z jego krajem. Z czasem przestała go interesować polityka. Chętnie mówił o żonie, największej miłości swojego życia. O córce Marcie, z której był dumny, o wnuku.

Potem przyszła choroba. Szpitale, wózek inwalidzki. W czasie naszego ostatniego spotkania spytałam go, co jest ważne w życiu. – Spokój, cisza, brak styczności z agresywnymi ludźmi – powiedział. – Ale to jakże trudne do osiągnięcia.

Film
Berlinale'26. Burza medialna wokół Wima Wendersa. Arundhati Roy odwołała przyjazd
Film
„Ołowiane dzieci” i straszna wizyta Breżniewa. Czy Polacy będą tak witać Putina?
Film
Nie żyje Bożena Dykiel. Te role przyniosły jej sławę
Film
Amerykanie o „Ołowianych dzieciach”: niezłomna Kulig od Pawlikowskiego
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama