Dziś na ekrany wchodzi „Człowiek ze stali", kolejna odsłona przygód herosa z planety Krypton, który broni ludzkość przed złem.

Zobacz galerię zdjęć


Nie ma chyba lepiej rozpoznawalnej postaci, która w dodatku miałaby tak wielkie zasługi dla klanu superbohaterów. To Superman przyczynił się pod koniec lat 30. ubiegłego stulecia do rozkręcenia koniunktury na komiksowe opowieści o nadludziach. A zarazem ukształtował potoczne wyobrażenia o tym, jak ktoś taki powinien wyglądać: kostium opinający muskularne ciało, nieodłączna peleryna i emblemat na piersi.

Superwpływy superbohatera

I wreszcie to on przetarł szlak w Hollywood wielkim produkcjom o Batmanie, Spidermanie, Daredevilu, Hulku, Iron Manie i Kapitanie Ameryce.

W tym roku skończył 75 lat, więc mógłby już odejść na zasłużoną emeryturę, ale popkultura nie pozwala swoim najlepszym bohaterom na odpoczynek. Poza tym nigdy – może z wyjątkiem pierwszego filmu z końca lat 70. – Superman nie zakosztował komercyjnego i artystycznego sukcesu na miarę następców.

Nic zatem dziwnego, że wrócił. W „Człowieku ze stali" świetność próbują przywrócić mu: Zack Snyder, reżyser chwalony m.in. za ekranizację komiksu „Watchmen", i Christopher Nolan w roli producenta, który po spektakularnym ożywieniu Batmana usiłuje reaktywować Supermana.

Cel niby osiągnęli. W filmie znalazły się wszystkie elementy charakterystyczne dla opowieści o herosie z Kryptona ułożone tak, by film stanowił całkowicie nowe otwarcie. Jest więc tragiczna historia ojczystej planety Supermana (Henry Cavill) i jego rodziców (ojca gra Russel Crowe), którzy wysyłają kapsułę z synem w przestrzeń kosmiczną, by ocalić istnienie rodu.

Autopromocja
Bezpłatny e-book

WALKA O KLIMAT. Nowa architektura energetyki

POBIERZ

Są też początki Supermana na Ziemi, gdy przygarnięty przez małżeństwo Kentów dorasta na prowincji, coraz bardziej uświadamiając sobie własną odmienność i moc skazującą go na niezrozumienie i lęk ze strony otoczenia.

Zobacz zwiastun filmu "Człowiek ze stali"

Jest wreszcie moment, gdy Superman poznaje dziennikarkę Lois Lane (Amy Adams) i po raz pierwszy przywdziewa kostium, by w finale stawić czoła ostatnim przedstawicielom swojej dawnej cywilizacji, którzy na zgliszczach Ziemi zamierzają odbudować utracony Krypton.

Ta historia o dojrzewaniu do odpowiedzialności za losy ludzkości od początku jest przeplatana scenami akcji, w których Superman prezentuje swe niezwykłe zdolności: strzela laserem z oczu, wyciąga z wody tonący autobus itp.

W miarę rozwoju fabuły i zbliżania się zagrożenia te efekciarskie sekwencje biorą górę. Jest jednak coraz więcej przeprowadzanej w piorunującym tempie demolki, a „Człowiek ze stali" upodobnia się do kina katastroficznego w rozmiarze XXL.

Jednak słabość filmu nie polega na zachwianiu proporcji. W końcu superprodukcje w 3D są wręcz stworzone do tego, by olśniewać i przytłaczać efektami oraz głębią ostrości, a nie nadmiernym pogłębianiem sylwetek bohaterów.

Słabość tkwi w samym Supermanie. Snyder i Nolan pokazują go jako półboga zabłąkanego wśród ludzi. Jedyne napięcie w filmie bierze się z tego, że potężny heros próbuje się samoograniczać, by nikogo przypadkowo nie skrzywdzić i nie przestraszyć. Bardziej przypomina to jednak krygowanie się lalusia niż zmaganie boskiej istoty z własną naturą.

I najważniejsze – współczesne kino nie lubi superbohaterów bez skazy. Każdy heros, który w ostatnich latach odniósł kasowy czy artystyczny sukces, był targany sprzecznymi namiętnościami. Obnoszenie się ze swoimi wadami stanowiło o ich atrakcyjności. Tymczasem Superman nie ma słabości, mrocznych instynktów. Jest pomnikowy.

W komiksie dawno pozwolono mu zejść z piedestału. Na początku lat 90. okazał się za słaby w konfrontacji z jednym z wrogów. Zginął. I choć później zmartwychwstał, jego boskie oblicze mimo wszystko zyskało bardziej ludzki wymiar.

W kinie przeznaczono mu rolę żandarma ludzkości z typowym dla Ameryki uniwersalistycznym podejściem do świata. Jakby Superman ciągle musiał być wzorem do naśladowania. Wyznacznikiem standardów moralności oraz użycia siły.

W „Człowieku ze stali" widać, że to obarczenie herosa misją krzewienia dobra przytłacza nie tylko twórców, ale konserwuje także mit Supermana do tego stopnia, że wydaje się on dzisiaj wręcz anachroniczny.

Superwpływy superbohatera

„Człowiek ze stali" ma szansę stać się najbardziej kasowym hitem spośród sześciu dotychczas nakręconych filmów o Supermanie. Najwięcej zarobił na razie „Powrót Supermana" (2006) Bryana Singera z Brandonem Routhem w roli głównej – 391 mln dolarów. Drugi jest „Superman" (1978) Richarda Donnera z wynikiem 300 milionów. Christopher Reeve, który wcielił się w postać Supermana w nim i w kolejnych trzech filmach, do dziś uchodzi za najlepszego odtwórcę herosa z Kryptona. „Człowiek ze stali" Zacka Snydera zajmuje dopiero trzecią lokatę, ale zgromadzone na koncie 226 milionów dolarów po zaledwie kilku dniach rozpowszechniania od chwili światowej premiery wskazują, że wyprzedzi starsze tytuły.

Zestawienie zamykają kolejne części przygód Supermana z udziałem Christophera Reeve'a z lat 1980–1987.

r.ś.