Ten film oparty jest jednak na faktach. Ed i Lorraine Warrenowie byli parą znanych badaczy zjawisk nadprzyrodzonych. To oni w drugiej połowie lat 70. zajmowali się jednym z najsłynniejszych przypadków „nawiedzenia”, który zresztą trafił potem na ekran, m.in. w filmie „Horror z Amityville”. „Obecność” Jamesa Wana jest opowieścią o ich innym „śledztwie”, które przeprowadzili kilka lat wcześniej.
W 1971 roku małżeństwo Perronów z pięcioma córkami zamieszkało w XVIII-wiecznej posiadłości w Harrisfield. Poprzedni właściciel dał im jedną radę: „Pamiętajcie, aby zawsze zostawiać włączone światła”. Wkrótce Carolyn i Roger mieli się przekonać, że nie byli jedynymi mieszkańcami domu, w którym działy się dziwne, coraz bardziej straszne rzeczy. Warrenowie postanowili pomóc rodzinie, a przede wszystkim uwolnić Carolyn od ducha, który wszedł w jej ciało.
Film Wana wykorzystuje wszystkie środki, jakimi posługują się horrory. W ciszy skrzypią drzwi, obrazy spadają ze ścian, dzieci lunatykują, bijąc głową w drzwi starej szafy. A potem jest coraz gorzej. I coraz bardziej okrutnie. Po domu snuje się duch dzieciobójczyni, która chce w Carolyn obudzić żądzę mordu. A przecież ona ma pięć córek. Lorraine i Ed Warrenowie będą musieli nie tylko zrozumieć, co się w domu na Rhode Island dzieje, ale też – w zastępstwie księdza – przeprowadzić egzorcyzmy.
Zwiastun filmu "Obecność"
„Obecność” jest starannie zrealizowana i dobrze zagrana. Atmosfera gęstnieje z każdą minutą. Scenarzyści, bracia bliźniacy Chad i Carey Hayes, przestudiowali dokumenty Warrenów dotyczące 4 tysięcy prowadzonych przez nich spraw, a także wspomnienia Perronów. James Wan jest specjalistą od straszenia publiczności. Zadebiutował w 2004 roku „Piłą”, która potem doczekała się sześciu następnych części. Niedawno pokazał inny film z siłami nadprzyrodzonymi – „Nawiedzony”.
W obsadzie zwraca uwagę obecność Lili Taylor, jednej z ikon kina niezależnego, która występowała też u całej plejady najlepszych artystów kina, od Altmana, Stone’a i Michaela Manna zaczynając. To, że gra dziś w horrorze, jest dość znaczące. Artyści z górnej półki zaczynają rozumieć, że widownia chce się dzisiaj w kinie bać.
Historia Amityville okazała się wielkim oszustwem, na której jej bohaterowie chcieli zbić fortunę. Jak jest z Harrisfield? Żywiące się fikcją kino nie musi się tym martwić. Ekranowy horror ma długą historię. Narodził się już w filmach George’a Meliesa, dojrzał w czasach niemieckiego ekspresjonizmu, spowszedniał w Hollywood lat 30. razem z opowieściami o Draculi i Frankensteinie, a intensywnych barw nabrał w latach 70.
Twórcy filmowi nie stronili też od egzorcyzmów, a klasycznymi tytułami są już dzisiaj „Rosemary’s Baby” Romana Polańskiego czy „Egzorcysta” Williama Friedkina. Ale dzisiaj nastąpił w kinie prawdziwy wysyp egzorcyzmów. Może w czasach racjonalizmu chcemy doświadczyć świata, który wymyka się definicjom? A może zamiast na co dzień myśleć o zagrożeniach niespokojnej rzeczywistości, próbujemy oswoić strach w kinie, bo tu w gruncie rzeczy nic nam nie zagraża?