Reklama

Poruszający film o fascynacji złem

Fabularny debiut znakomitego operatora i dokumentalisty Marcina Koszałki intryguje.
Adam Woronowicz gra zwyczajnego weterynarza, w którym drzemie morderca

Adam Woronowicz gra zwyczajnego weterynarza, w którym drzemie morderca

Foto: Karlowe Wary

Moi profesorowie ze szkoły radzili: „Zrób taki film, żeby widz po wyjściu z kina mógł sobie w głowie stworzyć drugi, własny" – powiedział na konferencji prasowej w Karlowych Warach Marcin Koszałka.

I taki właśnie jest „Czerwony pająk". Ten obraz niepokoi, zmusza do zadawania sobie pytań, do zajrzenia w głąb bohaterów, ale i w głąb siebie.

W połowie lat 60. w Krakowie grasował seryjny morderca. Atakował staruszki. W bramach, w kościele. Potem zaczął mordować dzieci – 11-letniego chłopca, który zjeżdżał na sankach z kopca Kościuszki, siedmioletnią dziewczynkę wyjmującą listy ze skrzynki pocztowej. Kilkanaście osób ciężko ranił i okaleczył, dwie zabił. Jedna z kobiet przed śmiercią zdążyła powiedzieć, że napastnikiem był młody chłopiec.

Kraków żył w psychozie strachu. Aż do chwili, gdy w 1966 roku policja aresztowała Karola Kota. Prasę obiegły zdjęcia pucułowatego maturzysty z inteligenckiej rodziny. Został skazany na śmierć. Dwa lata później wyrok wykonano.

Marcin Koszałka, krakowianin, rocznik 1970, świetny operator i wybitny dokumentalista, nie mógł pamiętać tamtego klimatu. Ale postać maturzysty–seryjnego mordercy posłużyła mu za punkt wyjścia do filmu o anatomii zła. A nawet więcej: o fascynacji złem.

Reklama
Reklama

Karol, grany przez Filipa Pławiaka, jest zwyczajnym chłopakiem. Sportowcem, najlepszym w regionie skoczkiem do wody. Ojciec lekarz, sympatyczna, zmęczona życiem matka, która wychodzącemu, jak przypuszcza, na randkę synowi wiąże krawat, nie zadając zbędnych pytań. W wesołym miasteczku Karol obserwuje motocyklistę, który rozpędza się na poziomej ścianie śmierci, pokonując grawitację. Ale to, co najbardziej dramatyczne, stanie się później. Siusiając za barakiem, chłopak zobaczy ciało zamordowanego dziecka. Będzie długo przyglądać się jego twarzy. I odszuka mordercę, którego widział w tłumie. Ale nie wyda go. Stanie się jego kolejną ofiarą? Wspólnikiem? Między mężczyznami toczy się gra.

Film, choć fikcyjny i wycyzelowany artystycznie, w swojej skromności sprawia wrażenie niemal dokumentu.

– Traktowałem aktorów jak w filmie dokumentalnym – mówi Marcin Koszałka, a grający weterynarza-mordercę Adam Woronowicz potwierdza:

– Cięliśmy na planie dialogi, bardzo uważaliśmy, żeby czegoś nie dopowiedzieć.

Marcin Koszałka fantastycznie pokazał szarość socjalizmu. Bure ulice, brudny śnieg leżący na jezdni, czarno-biały telewizor wtapiający się w brunatne ściany mieszkania, wypłowiałe meble. Zmęczenie ludzi. Pustkę. Świat, jaki po ćwierćwieczu wolności wypychamy z pamięci. Ale tak naprawdę to nie jest oskarżenie systemu.

– Ubrałem tę opowieść w kostium także dlatego, że jako operator wierzę w siłę obrazu – twierdzi Koszałka.

Reklama
Reklama

Koszałka posłuchał rady dawnych profesorów. „Czerwony pająk" zostaje w głowie. Wciąga w świat dwóch zwyczajnych mężczyzn niedających sobie rady z psychiką, a jednocześnie niczego nie dopowiada. Męczy. Także dlatego, że rozbija wygodne stereotypy. Bardzo ciekawe kino.

—Barbara Hollender z Karlowych Warów

Film
Rok Andrzeja Wajdy rozpocznie się 6 marca
Materiał Promocyjny
Rekordy sprzedaży i większy magazyn w Duchnicach
Film
Berlinale 2026: Złoty Niedźwiedź dla „Yellow Letters”
Film
Berlinale: Złoty Niedźwiedź dla mocnych „Yellow Letters” na festiwalu pokaleczonego świata
Film
Berlinale 2026: Pierwsze nagrody rozdane
Materiał Promocyjny
Dove Self-Esteem: Wsparcie dla nastolatków
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama