Wszyscy chcielibyśmy, by inwestycje polskich przedsiębiorstw w relacji do PKB były wyższe. Jakie główne bariery sprawiają, że firmy nie są dziś zbyt skłonne do inwestowania?
Podczas panelu „Inwestycje przedsiębiorstw warunkiem rozwoju polskiej gospodarki” na EKF jednoznacznie wybrzmiało, że nasza stopa inwestycji – na poziomie kilkunastu procent – jest znacznie niższa od średniej europejskiej. Jeszcze bardziej martwi to, że wzrost PKB za ostatni rok (3,6 proc.) napędzany jest przede wszystkim konsumpcją, a nie inwestycjami. To powoduje, że nasz wzrost gospodarczy jest narażony na wszelkie zawirowania koniunkturalne.
Wskazałbym tu na kilka czynników. Przede wszystkim to szeroko rozumiana niepewność – regulacyjna i fiskalna. Prawo w Polsce nie jest stabilne, a po stronie podatkowej wciąż pojawiają się niespodzianki. To sprawia, że projekty o długim okresie zwrotu są odkładane albo wręcz eliminowane.
Kolejny czynnik, który dziś bardzo mocno wybrzmiewa i zwiększa tę niepewność, to niespokojna sytuacja geopolityczna – zarówno w naszym sąsiedztwie (przedłużający się konflikt na Ukrainie), jak i konflikt na Bliskim Wschodzie, ale też, powiedzmy szczerze, nie do końca przewidywalna polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych, a co za tym idzie – postrzeganie poziomu bezpieczeństwa w Polsce. Gdyby te niekorzystne zjawiska nałożyły się na siebie, Polska z „zielonej wyspy” mogłaby niestety stać się strefą zgniotu.
Na niską skłonność do inwestycji wpływa też system edukacji. Nie przygotowuje on nowych pokoleń do wyzwań nowoczesnej gospodarki – nasze dzieci są w szkołach wręcz karane za innowacyjne podejście, oczekuje się od nich schematycznego działania. Również na uczelniach wyższych rozwój przedsiębiorczości nie jest wystarczająco wspierany, a współpraca przemysłu z uczelniami wciąż pozostaje mocno ograniczona.
Oprócz niskiej stopy inwestycji mamy też problem z ich strukturą. Na tle Europy zbyt dużo inwestujemy w budownictwo, a wciąż za mało w technologie, cyfryzację, automatyzację i transformację energetyczną. Żeby to zmienić, nie wystarczy tylko dostatecznie duży kapitał – bo to mit, że go nie ma. Potrzebne jest większe wsparcie i programy pomocowe dla przedsiębiorców ze strony rządu. A tego – choćby przy transformacji energetycznej – dziś wyraźnie brakuje.
Skoro kapitał jest na rynku dostępny, to jak kwestia finansowania i doboru projektów wygląda z punktu widzenia takiej grupy, jak Kulczyk Investments?
Dostępność kapitału jest różna w zależności od tego, czy mówimy o bardzo dużych podmiotach, grupach kapitałowych takich jak Kulczyk Investments – która ma w portfelu biznesy na różnym etapie rozwoju i w różnych sektorach – czy o małych i średnich przedsiębiorstwach. U nas zdecydowanie dominuje podejście portfelowe. Sprowadza się ono do tego, że pozyskujemy finansowanie dla biznesów o ugruntowanych przepływach pieniężnych (cash flow) i mocnej pozycji rynkowej, a finansujemy projekty, które mają szansę na szybki wzrost, w szczególności w obszarze nowych technologii.
Jednym z przykładów spółek z naszego portfela jest BaseLinker. Kupiliśmy ją kilka lat temu, gdy miała przychody rzędu kilkunastu milionów złotych. Dziś jej obroty sięgają setek milionów i wchodzi na rynki zagraniczne. Co więcej, nie ma w ogóle długu, bo została sfinansowana w ramach grupy i w ramach podejścia portfelowego. Naszym założeniem jest to, by w długim okresie mieć portfel bardziej doważony spółkami technologicznymi, a mniej biznesem, który w Polsce – niestety – wciąż dominuje: 64 proc. inwestycji to budownictwo. A na samym betonie nie zbudujemy przewag konkurencyjnych w XXI wieku.
Czy na rynku jest dużo spółek technologicznych, które znajdują się w państwa orbicie zainteresowań?
Tak. Ostatnio dokonaliśmy kolejnej inwestycji – w poznańską spółkę DomData. Skala jej działalności jest mniejsza, ale firma działa bardzo mocno w sektorze bankowym, dostarczając aplikacje cyfrowe dla sześciu z dziesięciu największych banków. Rozwija się bardzo szybko i właśnie tu widzimy szansę na zwiększanie wartości portfela. Ponieważ zależy nam, żeby rosła szybko, spółka ta nie będzie pozyskiwać finansowania bankowego – kowenanty hamowałyby jej wzrost i nakładały dodatkowe ograniczenia.
A jak patrzy pan na rynkowy koszt kapitału? Cena pozyskania pieniądza, choćby przez rządowe obligacje, zauważalnie rośnie.
To obiektywny czynnik, który również stanowi swoistą barierę dla inwestycji. Pamiętajmy, że przez wiele lat funkcjonowaliśmy w środowisku wysokiej inflacji i wysokich stóp procentowych. Obecny kryzys geopolityczny też może mieć tu znaczenie – w szczególności poprzez ceny surowców energetycznych, które przekładają się na poziom inflacji, a co za tym idzie, na wysokość stóp procentowych. To zaś będzie niestety eliminowało albo opóźniało realizację projektów o stopie zwrotu rozłożonej w długim okresie.
W „Rzeczpospolitej” opisujemy ostatnio mocno zmieniającą się rolę dyrektorów finansowych. Jakie nowe wyzwania stoją przed CFO?
Nastąpiła tu fundamentalna zmiana. CFO to już nie tylko księgowy, który przygotowuje raporty dla zarządu i pilnuje płynności. Nowoczesny dyrektor finansowy to architekt struktury kapitałowej. Powinien umieć skomponować tę strukturę z dostępnych źródeł finansowania w sposób optymalny dla danego profilu projektu.
Do jego obowiązków doszły też takie tematy jak ESG, transformacja energetyczna czy pozyskiwanie środków publicznych. Tu nie można sobie pozwolić na niewykorzystanie finansowania w postaci dotacji, bo potrafi ono niekiedy dwukrotnie zwiększyć rentowność projektu. To są decyzje finansowe, więc muszą zostać uwzględnione w modelu finansowym.
Przy tak dynamicznej zmianie otoczenia bardzo istotne jest również podejście CFO do planowania. Nie pracujemy już na planie – pracujemy na scenariuszach, do których od razu przygotowujemy konkretne kroki: co zrobimy i jakie decyzje podejmiemy, jeżeli dany wariant się zmaterializuje. To musi być bardzo szybka reakcja na zmieniające się otoczenie makroekonomiczne. I wszystkie te decyzje muszą uwzględniać poszczególne elementy ryzyka. Dzisiejszy CFO to już nie ambitny księgowy, lecz strateg mówiący językiem liczb.
-not. Jakub Mikulski