Reklama
Rozwiń
Reklama

Internet uprościł transakcje

Złoty, podobnie jak inne waluty rynków wschodzących, cieszy się zainteresowaniem inwestorów oczekujących wyższych zysków

Aktualizacja: 28.01.2010 00:59 Publikacja: 28.01.2010 00:30

Internet uprościł transakcje

Foto: Fotorzepa, Darek Golik

Choć rynek, na którym handluje się walutami, jest dużo większy niż rynek akcji, do niedawna dostępny był jedynie dla dużych inwestorów instytucjonalnych. Powód był dość prosty. Handel na rynku walutowym wymagał kontaktu klienta z dilerem w banku, ten zaś z oczywistych względów wolał poświęcać swój czas dużym inwestorom, którzy zawierali transakcje na pokaźne kwoty.

Przełom nastąpił dopiero wraz z popularyzacją Internetu. Brokerzy mogli zaoferować platformy inwestycyjne, które znacznie uprościły sposób zawierania transakcji i obniżyły ich koszty. Dla rynku forex była to podobna rewolucja jak zastąpienie maklerów przez systemy elektroniczne na giełdach akcji.

W ostatnich miesiącach złoty systematycznie się umacnia. W pierwszych miesiącach 2009 roku euro kosztowało niemal 5 zł, a w ostatnim tygodniu stycznia 2010 r. minimalnie ponad 4 zł. Nie brakuje głosów, że taki kurs jest na odpowiednim poziomie. Nadal jednak wielu inwestorów zadaje sobie pytanie, co tak naprawdę determinuje zmiany notowań polskiej waluty i czy jej obecne umocnienie powinniśmy traktować jako sukces.

[ramka][srodtytul]Notowania złotego zależą od sytuacji na świecie[/srodtytul]

[obrazek=http://rzeczpospolita.pl/pieniadze/kwiecien.jpg]

Reklama
Reklama

[i]Rozmowa z Przemysławem Kwietniem, głównym ekonomistą X-Trade Brokers Dom Maklerski[/i]

[b]Rz: Złoty się umacnia. Polska jako jeden z nielicznych krajów notuje wzrost gospodarczy.[/b]

Przemysław Kwiecień: Ten narodowy sukces to przede wszystkim efekt uwarunkowań stworzonych przez największe światowe banki centralne. Nie ulega jednak wątpliwości, że w końcówce pierwszego kwartału 2009 roku złoty był zdecydowanie niedowartościowany. W tamtym czasie trader z Iowa wrzucał polską walutę do jednego worka z ukraińską, łotewską i kazachską. W takiej sytuacji paniczna wyprzedaż złotego była zrozumiała. Od marca wiele się zmieniło. Jednak dla złotego ciągle zasadnicze znaczenie ma to, co dzieje się poza granicami naszego kraju.

[b]Umocnienie polskiej waluty zawdzięczamy więc…[/b]

... głównie Benowi Bernankemu, którego można uznać za lidera procesu bezprecedensowego luzowania polityki monetarnej na świecie. Na jesieni 2008 roku doszło przede wszystkim do kryzysu płynności. Dlatego odpowiedzią banków centralnych było jej dostarczenie. Początkowo doprowadziło to do bardzo pożądanego obniżenia kosztu pieniądza. Ale od pewnego czasu pieniądz jest tak tani, jakby w ogóle nie było kryzysu. Inwestorzy znowu szukają rynków, na których będą mogli osiągnąć wyższą stopę zwrotu. Przymykają oko na potencjalne ryzyko. Walutowe rynki wschodzące, w tym rynek złotego, to doskonały poligon. Będzie tak zapewne dopóty, dopóki Fed nie zacznie podnosić stóp procentowych lub rynek nie zostanie zaskoczony przez kolejny kryzys.

[b]Czy to oznacza, że notowania polskiej waluty zależą od czynników zewnętrznych a nie od tego, co dzieje się w polskiej gospodarce?[/b]

Reklama
Reklama

I tak, i nie. Rynek polskiej waluty zawsze będzie podatny na zmiany na rynkach globalnych. Przyczyną tego jest choćby tzw. carry trade. Polega to na tym, że inwestorzy pożyczają nisko oprocentowaną walutę, np. dolara, a inwestują w walutę dającą wyższy dochód, np. brazylijskiego reala, turecką lirę, południowoafrykańskiego randa czy właśnie w złotego. Na tle tych wszystkich walut można się wyróżnić. W minionym roku wyróżniła się Brazylia. Odporność na kryzys, skuteczna polityka antyinflacyjna i pomysł na rozwój sektora surowcowego sprawiły, że brazylijski real stał się ulubieńcem inwestorów. Okazało się to dość kosztowne. Brazylijskie władze musiały wprowadzić podatek od napływu kapitału portfelowego, gdyż umocnienie waluty miało negatywny wpływ na eksport.

Zdarza się też „wyróżnienie” w sensie negatywnym. Bardzo często wiąże się ze wzrostem ryzyka niewypłacalności emitenta waluty. Gdyby Grecja nie była w strefie euro, z pewnością doszłoby tam teraz do kryzysu walutowego, a być może nawet do niewypłacalności rządu.

Jeśli Fed i inne główne banki centralne nie zaskoczą podwyżkami stóp procentowych, notowania złotego będą rosnąć. Jednak w miarę upływu czasu niespodzianek w stylu greckim może być więcej.[/ramka]

[b][link=http://www.rp.pl/temat/228569.html]Czytaj więcej o walutach[/link][/b]

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Ekonomia
Polscy liderzy w Davos w czasie Światowego Forum Ekonomicznego
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama