Reklama
Rozwiń
Reklama

Nadchodzi protekcjonizm i wojny walutow

Niedawno miałem okazję uczestniczyć w konferencji przygotowującej agendę spotkania G20 pod prezydencją francuską. Wzięło w niej udział kilkudziesięciu ekonomistów i urzędników wyższego szczebla

Aktualizacja: 14.01.2011 02:36 Publikacja: 13.01.2011 22:18

Prof. Krzysztof Rybiński

Prof. Krzysztof Rybiński

Foto: Fotorzepa, Dominik Pisarek Dominik Pisarek

Spotkanie było zamknięte dla mediów, więc nie mogę opisać bardzo ciekawej dyskusji, która miała miejsce. Mogę jednak podzielić się kilkoma spostrzeżeniami.

Po pierwsze, wśród uczestników nie było żadnego innego przedstawiciela krajów Europy Środkowo-Wschodniej. Było za to wielu przedstawicieli największych państw Europy Zachodniej, Chin, Indii, Japonii, Stanów Zjednoczonych oraz kilku szybko rozwijających się krajów Azji. To pokazuje, że nasz głos w istotnych globalnych sprawach jest mało istotny.

Po drugie, wszyscy widzą, że problem globalnej nierównowagi powraca. Kraje o olbrzymich deficytach handlowych je powiększają, podobnie jak kraje o olbrzymich nadwyżkach handlowych.

Globalna nierównowaga jest praprzyczyną kryzysu finansowego lat 2008 – 2009, bo banki w krajach rozwiniętych otrzymały dostęp do olbrzymiej ilości taniego pieniądza płynącego z krajów rozwijających i wszyscy zdają sobie sprawę, że bez szybkich i skutecznych działań grozi nam kolejny kryzys, poprzedzony wojnami kursowymi i nawrotem protekcjonizmu.

Ale niestety nie widać żadnego postępu, ani intelektualnego, ani politycznego w rozwiązaniu problemu globalnej nierównowagi.

Reklama
Reklama

Amerykanie naciskają na Chiny, żeby umocniły juana. Europa proponuje coraz bardziej skomplikowane listy wskaźników, które trzeba monitorować. A kraje azjatyckie zapowiadają kolejne interwencje walutowe i kolejne bariery, żeby powstrzymać płynący do nich strumień pieniędzy, które drukuje Rezerwa Federalna.

Po trzecie, ocena skuteczności działań grupy G20 jest negatywna.

Nie ma globalnego zarządzania, nie ma globalnej wizji świata w XXI wieku. Nie ma nawet zgody w wydawałoby się najprostszych i podstawowych kwestiach. Czy juan jest niedowartościowany? Czy Europa jest na krawędzi bardzo poważnego kryzysu finansowego i jak mu przeciwdziałać? Czy USA mogą drukować dolary w nieskończoność i co z tego wyniknie?

Ekonomiści mają w tych kwestiach bardzo rozbieżne poglądy. Na przykład niektórzy uważają juana za przewartościowanego, a inni za niedowartościowanego.

Chociaż można wyczuć presję czasu, szczególnie w Europie w związku z możliwością bankructwa Portugalii i być może Hiszpanii, nie ma wspólnej wizji, w jaki sposób ograniczyć ryzyko kolejnego kryzysu finansowego, tym razem spowodowanego przez rosnące zadłużenie krajów rozwiniętych.

W jednym obszarze jest zgoda. Ograniczenia w przepływie kapitału są dobre i powinny być stosowane. To prawdopodobnie oznacza, że w niezbyt odległej przyszłości coraz więcej krajów zacznie stosować różne mechanizmy kontroli lub opodatkowania przepływu kapitału. Takie kroki podjęły już niektóre kraje azjatyckie i Brazylia.

Reklama
Reklama

Ten nowy konsensus dotyczący poparcia ograniczeń w przepływie kapitału może być groźny. W dłuższym okresie kapitał spekulacyjny i tak „przecieknie” przez stawiane zapory, a przy okazji szereg krajów może zacząć prowadzić protekcjonistyczną politykę, nacechowaną populizmem, ze szkodą dla swoich krajów.

W wystąpieniu na konferencji starałem się pokazać, że są inne metody przeciwdziałania gwałtownym napływom kapitału niż bariery i podatki. Taką drogą jest na przykład wsparcie rozwoju kilkunastu centrów finansowych na świecie, w taki sposób, że przepływy kapitałowe przestaną być silnie skoncentrowane w kilku globalnych centrach finansowych. To mogłoby oznaczać większą rolę dla Warszawy jako regionalnego centrum finansowego.

Czas pokaże, czy takie propozycje mają szanse na poparcie w ramach G20. Raczej jest to mało prawdopodobne, bo Polska nie ma tam swojego głosu, chyba że znajdziemy sojusznika wśród krajów, które są w G20. Na razie można oczekiwać, że w kolejnych kwartałach zobaczymy znacznie więcej barier w przepływie kapitału.

Na koniec jeszcze słowo o roli banków centralnych. Wobec braku porozumienia głównych graczy należy oczekiwać nasilenia się wojen walutowych. Kraje Azji i Ameryki Łacińskiej w olbrzymiej większości są zdeterminowane do obrony przed napływem kapitału spekulacyjnego i będą interweniować.

Złoty na razie się nie umacnia, ponieważ nad Europą wisi kryzys krajów PIGS. Ale jeżeli ten kryzys minie, wówczas NBP może zostać wciągnięty w wojnę walutową. Z tego powodu warto rozważyć, czy stosowana obecnie retoryka o „dużym potencjale aprecjacyjnym złotego” jest właściwa.

[i]Autor jest profesorem, rektorem Wyższej Szkoły Ekonomiczno-Informatycznej w Warszawie[/i]

Materiał Promocyjny
Lokaty mobilne: Nowoczesny sposób na oszczędzanie
Ekonomia
KGHM optymalizuje zagraniczny portfel
Ekonomia
Apelują do Orlen Termika. Chodzi o zamówienia dla dostawców spoza UE
Ekonomia
PGE odstąpiła od ważnej umowy. Naliczono wysokie kary
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama