Spadek kursu szwajcarskiego franka do najniższego poziomu od lipca 2011 r. był najważniejszym wydarzeniem wtorkowej sesji na rynku walutowym w Warszawie. Wyprzedaż helweckiego pieniądza trwa już od tygodnia, gdy Mario Draghi, szef Europejskiego Banku Centralnego powiedział, że strefa euro najgorsze ma już za sobą. W reakcji inwestorzy zaczęli zamieniać franki na euro, na czym skorzystał też złoty. Wczoraj wieczorem za franka płacono na naszym rynku tylko 3,32-3,33 zł, czyli 0,9 proc. (trzy grosze) mniej niż w poniedziałek.
Notowania par EUR/PLN i USD/PLN zachowywały się znacznie stabilniej. Do większej aktywności inwestorów nie zdołały nawet poderwać dane o inflacji w 2012 r., która wyniosła tylko 2,4 proc., co otwiera przestrzeń do kolejnych obniżek stóp procentowych. Przed zamknięciem, euro wyceniane było w Warszawie w połowie przedziału 4,11-4,12 zł, czyli tyle samo co dzień wcześniej. Dolar drożał o 0,3 proc. do blisko 3,09 zł za sprawą dobrych danych o grudniowej sprzedaży detalicznej za oceanem.
Na rynku długu, po jednodniowej przerwie, gracze znowu sprzedawali polskie obligacje. Rentowność dziesięciolatek wzrosła do 4 proc. i była najwyższa od 6 grudnia ub.r. Oprocentowanie pięciolatek sięgnęło 3,6 proc., a dwulatek 3,34 proc.