Za tydzień będzie gotowy harmonogram działań rządu w sprawie pomocy firmom, które podpisały z bankami umowy na opcje walutowe – zapowiedział premier Donald Tusk.

Chodzi np. o pomoc organizacyjną, gdy firmy będą dochodziły swoich praw. – Ustaliliśmy z wicepremierem Pawlakiem, że nie podejmiemy żadnych działań, które przerzuciłyby na budżet, czyli na podatnika, skutki podpisanych przez firmy kontraktów – powiedział premier.

Rząd zajął się problemem opcji właśnie na wniosek Waldemara Pawlaka, wcześniej był on omawiany na posiedzeniu Komitetu Stałego Rady Ministrów, który jednak nie zarekomendował przekazania projektu ustawy w sprawie opcji walutowych pod obrady rządu.

Wicepremier Pawlak przedstawił kilka dni temu pomysł ustawowego rozwiązania problemu, proponując trzy warianty: od prawa do renegocjacji warunków umów po ich unieważnienie. Zastrzeżenia miały trzy resorty, w tym sprawiedliwości, który uznał, że proponowane rozwiązania budzą wątpliwości co do zgodności z prawem.

Umowy opcyjne miały zabezpieczać firmy przed ryzykiem kursowym, jednak okazało się, że w wielu przypadkach mają charakter spekulacyjny i zamiast stabilizować sytuację firm, stały się źródłem potężnych strat. Według ostatnich danych Komisji Nadzoru Finansowego w skali całej gospodarki potencjalne straty wynikające z bieżącej wyceny opcji wynoszą 15 mld zł.

Firmy oskarżają banki, że często oferowały instrumenty nieadekwatne do ich potrzeb. – Na bankach ciąży obowiązek dochowywania maksymalnej staranności, troski o symetryczność umów i przestrzegania najwyższych standardów, nawet jeśli dyrektywa MIFID nie została w Polsce wprowadzona – uważa Andrzej Malinowski, prezydent Konfederacji Pracodawców Polskich. Nad własnym projektem ustawy pracuje PiS. Jest on tworzony z udziałem niedawno powołanego Stowarzyszenia na rzecz Obrony Polskich Przedsiębiorstw (reprezentującego firmy, które ponoszą straty na opcjach) i opiera się na pierwszym wariancie przedstawionym przez wicepremiera Pawlaka. Będzie zmuszał banki do renegocjowania umów. Według projektu jeśli w ciągu trzech miesięcy nie dojdzie do porozumienia, firma będzie mogła odstąpić od umowy.

[ramka][srodtytul]Opinia: Krzysztof Rybiński, były prezes NBP[/srodtytul]

Zawierając kontrakty, firmy i banki umówiły się w świetle prawa, że wykonają ich zapisy i jeśli generują one zbyt duże straty to można renegocjować umowy i spróbować rozłożyć zadłużenie na raty, podobnie jak przy restrukturyzacji kredytów. Polskie prawo to dopuszcza i nie widzę potrzeby uchwalania nowych ustaw. Podobny problem wystąpił kiedyś w Korei Południowej i tamtejsze firmy w drodze postępowań sądowych z bankami poradziły sobie z tym problemem. Wina za zaistniałą sytuację leży zarówno po stronie banków jak i firm. Jeśli ktoś chce spekulować na kursie walutowym, to musi ponosić tego konsekwencje. Nie może być tak, że jak zarabiał to inkasował zyski, a jak zaczął ponosić straty to ma mu pomóc rząd czyli podatnik. Jeżeli firmy uważają, że umowy były zawierane przez banki w złej wierze to powinny to udowodnić przed sądem. [/ramka]