Główne katolickie pismo kubańskie, miesięcznik „Palabra Nueva” stwierdził, że akceptacja „pracującego na własny rachunek, małego przedsiębiorcy czy nowego +bogacza+ powinna ogarniać społeczeństwo” i uważa, że „sprzeciwianie się bogatemu tylko dlatego że jest bogatym może wynikać z błędnego przekonania ideologicznego albo po prostu z zazdrości”.
Redaktor naczelny tego pisma i rzecznik arcybiskupstwa Hawany, Orlando Marques stwierdził w swym artykule, że przymiotnik bogaty nabrał na Kubie „niezasłużonego negatywnego znaczenia”, bo każda „najmniejsza wskazówka odstępstwa od powszechnego wzorca gospodarczego, bakteryjnej normy egalitaryzmu” jest dla niektórych „straszliwym grzechem społecznym, odrażającą wadą zasługującą na ukaranie, albo przynajmniej na podanie w wątpliwość uczciwości takiej osoby”.
„Nieważne, czy uprawia z powodzeniem w pocie czoła pole cebuli, czy hoduje świnie, albo czy ryzykuje swoje oszczędności na inwestycję, która zaspokaja rosnący popyt, to dla zazdrosnego „towarzysza”rzekomy bogacz jest niebezpiecznym obywatelem, zagrożeniem dla społeczeństwa, nie mówiąc o tym, że takie pojmowanie przyrody i społeczności ludzkiej doprowadziło nas dokładnie do punktu, w którym znajdujemy się dziś” — stwierdza autor.
W ramach „aktualizowania” ustroju socjalistycznego rząd prezydenta Raula Castro zainicjował w październiku plan przemian w gospodarce, który zakłada zmniejszenie o ponad 500 tys. osób zatrudnienia w sektorze publicznym i rozwijanie pracy na własny rachunek.
Nowi „cuentapropistas” mogą zakładać małe prywatne firmy w jednym ze 178 różnych zawodów, specjalności, zatrudniać w nich pracowników, będą płacić podatki od dochodów i od sprzedaży, odprowadzać składki na opiekę społeczną. Według oficjalnych danych, do końca 2010 r. wydano ponad 75 tys. zezwoleń na podejmowanie takiej działalności.