Europa szczyci się, że przez ostatnie wieki była pionierem nowatorskich rozwiązań gospodarczych i politycznych, które potem kopiowała reszta świata. I właśnie testuje nową ideę: wyparcia polityków z rządów i oddania władzy pozbawionym demokratycznego mandatu ekspertom.

Kto przez ostatnie miesiące rządził Grecją? Na pewno nie Jeorjos Papandreu, choć pełnił on funkcję premiera. Grecją rządziły, i rządzą nadal, instytucje międzynarodowe, bo to na podstawie ich analizy Ateny dostawały kolejne pieniądze na wypłatę pensji dla urzędników i lekarzy i na spłatę odsetek swoim wierzycielom. To one podyktowały Grekom reformy, a teraz zażądały powołania szerokiej koalicji. I najlepiej powołania na stanowisko szefa rządu technokraty. Co się stanie, jeśli ratowanie Grecji zakończy się klęską? Rachunek zapłacą obie partie tworzące koalicję, które na obecną politykę nie mają wielkiego wpływu. Można powiedzieć, że dostaną, czego chciały: kolejne rządy tworzone przez polityków z prawa i lewa doprowadziły Grecję do obecnej zapaści. Ale skoro obie partie się skompromitują, to na kogo mają głosować w przyszłości Grecy? A może odebrać im to prawo w kolejnym akcie ponowoczesnej europejskiej demokracji? Skoro nie są w stanie wybrać odpowiedzialnych polityków, to lepiej, żeby krajem na stałe rządził zespół ekspertów wskazywanych przez EBC pospołu z MFW.

***

Podobny scenariusz jest powoli realizowany we Włoszech. Kraj ten nie dostał jeszcze co prawda żadnych pożyczek ratunkowych, ale EBC kupuje od banków jego obligacje, co de facto oznacza ratowanie Włoch. I w zamian Silvio Berlusconi musiał przedstawić list z wyliczonymi obietnicami reform. I zaakceptować nadzór ze strony MFW i EBC – rzecz do tej pory niespotykana w krajach nieobjętych programami ratunkowymi. Strefa euro żąda od opozycji włoskiej poparcia tych reform. A na nowego premiera, podobnie jak w Grecji, typowany jest technokrata. Mario Monti, jak sam siebie żartobliwie określa, „najbardziej niemiecki z włoskich ekonomistów", były unijny komisarz. I znów: jeśli się nie powiedzie, kto zapłaci polityczną cenę? Czy tylko rządząca prawica, czy też cała klasa polityczna? Skoro lewica też poprze program gospodarczy, to przecież będzie za niego ponosić odpowiedzialność.

***

Wcześniej również w objętej programem ratunkowym Portugalii międzynarodowe instytucje zażądały poparcia ze strony opozycji dla wprowadzanych reform. Na nieformalnym spotkaniu z grupą dziennikarzy, wśród których była korespondentka „Rz", Jose Barroso, sam Portugalczyk, odrzucał wtedy sugestie, że taka jedność może mieć negatywne skutki polityczne. To jest wyjątkowa sytuacja, jak w stanie wojny, gdy żąda się jedności od klasy politycznej  – mówił szef KE. Likwidując możliwości normalnej debaty rząd – opozycja niszczy się jednak fundament demokracji: konkurencję między partiami politycznymi. Jak społeczeństwo jest niezadowolone z rządów jednej, to zastępują ją drugą. W Grecji, Portugalii czy we Włoszech taką alternatywę właśnie się znosi.