Były prezydent Rosji komentował decyzję Władimira Putina o uznaniu niepodległości separatystycznych republik w Donbasie.

Historia potwierdzi, że mieliśmy rację

Dmitrij Miedwiediew, były prezydent Rosji

- Wiemy co teraz się stanie. Znów sankcje, groźby, polityczna presja z różnych stron. Dzikie krzyki i dezinformacja. Przechodziliśmy już to wszystko i od dawna się tego nie obawiamy. Mamy silne nerwy. Ponadto doświadczenie pokazuje nam, że prędzej czy później nasi obecni przeciwnicy przyjdą do nas sami z żądaniem powrotu do stołu negocjacyjnego we wszystkich kwestiach. To nieuniknione biorąc pod uwagę rolę Rosji na arenie międzynarodowej. I historia potwierdzi, że mieliśmy rację - stwierdził Miedwiediew.

Zdaniem byłego prezydenta Rosji uznanie przez Władimira Putina niepodległości republik w Donbasie to "trudna decyzja, ale jedyna możliwa".

Czytaj więcej

Sojusznicy Rosji nie wyślą wojsk do Donbasu. "To niemożliwe"

- Na jednej szali są interesy obecnych władz w Kijowie i ich zachodnich patronów. Po drugiej - bezpieczeństwo cywili, w tym niemal 800 tysięcy obywateli Rosji. Obywateli, żyjących w innym państwie, gotowym do zbrodni wobec nich. Nie mogliśmy ich zostawić - oświadczył Miedwiediew. 

- Podjęliśmy już taką decyzję 14 lat temu. W 2008 roku podjąłem trudną decyzję ws. uznania niepodległości Osetii Południowej i Abchazji. Używając siły wojskowej i politycznej woli, Rosja pomogła ocalić życie setek tysięcy ludzi. I dała lekcję NATO, USA, wszystkim, którzy mieli agresywne intencje wobec obywateli Rosji - dodał były prezydent Rosji.

Następnie Miedwiediew zarzucił NATO "cyniczne i bezceremonialne zbliżanie się do granic Rosji" i "rozszerzanie kręgu potencjalnych członków" Sojuszu oraz pomaganie Ukrainie w "sabotowaniu wdrażania porozumień mińskich".