Stany Zjednoczone poinformowały w poniedziałek, że Biały Dom zdecydował się na bojkot dyplomatyczny zimowych igrzysk w Pekinie, w związku z łamaniem praw człowieka przez władze Chin - zwłaszcza w Sinciangu, gdzie mają miejsce prześladowania muzułmańskiej mniejszości Ujgurów. Bojkot dyplomatyczny oznacza, że na igrzyskach nie pojawią się przedstawiciele amerykańskiej administracji, ale sportowcy z USA mogą brać udział w rywalizacji.

Chiny w odpowiedzi na bojkot dyplomatyczny igrzysk przez USA zapowiedziały, że Waszyngton "zapłaci za to". Rzecznik MSZ Chin poinformował, że Chiny podejmą "zdecydowane kroki odwetowe", nie sprecyzował jednak jakie.

Czytaj więcej

USA bojkotują igrzyska w Pekinie. Ambasada Chin: Nikt nie dba, czy przyjadą

Morrison, informując o przyłączeniu się Australii do bojkotu wyjaśnił, że powodem tej decyzji jest niemożność otwarcia przez jego kraj kanałów dyplomatycznych z Chinami, które umożliwiłyby dyskusję na temat łamania praw człowieka w Sinciangu oraz działań Pekinu zmierzających do spowolnienia i zablokowania importu towarów z Australii.

Dyplomatycznego bojkotu igrzysk w Pekinie nie wykluczają też inni sojusznicy USA - m.in. Wielka Brytania i Japonia.

Rzecznik ambasady Chin w Canberze skomentował tę decyzję mówiąc, że "odpowiedzialność za obecny stan stosunków Chin i Australii spoczywa w całości na stronie australijskiej".

Jak podaje Reuters dyplomatycznego bojkotu igrzysk w Pekinie nie wykluczają też inni sojusznicy USA - m.in. Wielka Brytania i Japonia.