To sedno procesu o ochronę dóbr osobistych jaki znani dziennikarze Tomasz Lis i Jacek Żakowski wytoczyli Tomaszowi Sakiewiczowi, redaktorowi naczelnemu Gazety Polskiej" i „Gazety Polskiej Codziennie", za zmieszczenie na okładce dziennika fotografii obu dziennikarzy dla zilustrowania tekstu o apelu Rady Mediów Narodowych z kwietnia 2017 r. do szefów mediów narodowych, by nie zatrudniali dziennikarzy, którzy współpracowali z tajnymi służbami PRL.

Znaczmy, że gazeta nie napisała, bo nie ma zresztą na to żadnych dowodów, by obaj powodowie mieli jakikolwiek związek z tajnymi służbami.

Czytaj także: Sąd: Tomasz Lis musi przeprosić Krystynę Pawłowicz

- Dla czytelnika zestawienie tytuły „Dziennikarze do lustracji" z naszymi zdjęciami było jednoznaczną, wręcz złośliwą sugestią, że powinniśmy być zlustrowania, że mogliśmy być tajnymi współpracownikami , co wyrządziło mi osobista krzywdę, mogło rodzić u znajomych podejrzenie, że może coś być na rzeczy, i rzucało cień na moją reputację niezbędną w zawodzie dziennikarskim – mówił we wtorek przed sądem Jacek Żakowski.

Lisa ze względu na chorobę nie było, z kolei Tomasz Sakiewicz, nie został przez sąd przesłuchany jako strona procesu, gdyż sędzia Magdalena Kubczak uznała, że jego zeznania są zbędne dla sprawy. Jednak w wystąpieniu końcowych Sakiewicz wyjaśniał, że zilustrowano tekst wizerunkami tych właśnie dziennikarzy, bo byli oni czołowymi przeciwnikami lustracji, wręcz symbolami antylustracji, i z ich perspektywy nie powinno im to przynosić ujmy.

Sąd Okręgowy w warszawie zamknął wczoraj rozprawę ,a wyrok ogłosi 13 marca. Do małej salki zdołało wejść zaledwie kilkanaście osób z Klubów „Gazety Polskiej", którzy przyszli „kibicować" Sakiewiczowi. Sędzia powiedziała, że nikt wcześniej nie zgłaszał tak dużego zainteresowania sprawą.

Sygn. IV C 906/17