Analitycy Pekao podjęli próbę oszacowania skutków fiskalnych napływu uchodźców z Ukrainy. Nie jest to proste, ponieważ obecnie nie wiemy, ile dokładanie osób przybędzie do Polski, na jak długo zostaną ani w jaki sposób będzie finansowana opieka nad nimi.

Eksperci z banku założyli, że koszt przyjęcia jednego uchodźcy w Polsce będzie wynosił ok. 16 tys. zł rocznie (czyli cztery razy mniej niż Szwecji, która jest zamożniejszym krajem i ma lepiej rozwinięty system przyjmowania migrantów). Polski rząd zapowiedział rekompensaty dla osób przyjmujących pod swój dach uchodźców w wysokości 1200 zł miesięcznie przez dwa miesiące (40 zł dziennie na osobę). W skali roku to kwota 14,4 tys. zł, ale nie zawiera ona np. świadczeń 500+ dla dzieci czy innych już zapowiedzianych przez polski rząd.

Jeśli chodzi o liczbę uchodźców, w analizie założono, że w Polsce zostanie na stałe ok. 2 mln. Gdyby tak się stało, to koszt dla finansów publicznych wyniesie ok. 24 mld zł do końca 2022 r. Z podobnym kosztem należałoby się też liczyć w 2023 r.

Czytaj więcej

Uchodźcy z Ukrainy rwą się do pracy. Nie chcą polegać na zapomogach

Pekao SA zaznacza jednocześnie, że koszty te w ok. 40-60 proc. same się zwrócą. Po pierwsze wsparcie finansowe i materialne, jakie otrzymują uchodźcy jest pośrednio opodatkowane (np. podatkiem VAT od kupowanych na ich potrzeby towarów). Ponadto, część spośród nich podejmie pracę (w pierwszym roku 10-20 proc.) i zacznie odprowadzać podatki i składki na ubezpieczenia społeczne. Oznacza to, że bilans budżetu państwa pogorszy się o 10-15 mld zł rocznie w 2022 i 2023 r. Zapewne jakaś jego część zostanie pokryta z funduszy UE na ten cel oraz ze wsparcia innych krajów.

„Warto przy tym pamiętać, że koszt przyjęcia uchodźców z Ukrainy będzie tym mniejszy, im lepiej powiedzie się ich integracja z polskim społeczeństwem. Przeprowadzenie tego procesu od strony państwa będzie dużym wyzwaniem nie tylko finansowym, lecz także organizacyjnym” – podkreśla zespół ekonomistów Pekao SA.