Dodatkowe podatki do produktów uważanych za niezdrowe czy wręcz szkodliwe, to trend światowy. Jednak niedawne ogłoszenie projektu opodatkowania chipsów i słonych przekąsek w Wielkiej Brytanii spowodowało wręcz protesty społeczne.

W Polsce także zwolenników takich działań nie ma zbyt wielu. Według badania firmy Brand Finance w 12 krajach właśnie u nas zwolenników podatków od towarów niezdrowych jest najmniej – popiera je tylko 25 proc. badanych, podczas gdy na świecie średnia to 32 proc.

W Polsce największe, bo 50-proc. poparcie, ma dodatkowe opodatkowanie aut. Jednak w przypadku lotów jest to już mniej, bo 28 proc., paliw 21 proc., fast foodów 23 proc., a słodyczy zaledwie 20 proc.

– Co ciekawe, wśród wszystkich kategorii produktów objętych badaniem, wprowadzone ostatnio w Polsce opodatkowanie słodkich napojów cieszy się najniższym poparciem Polaków, zaledwie 16 proc. – wyjaśnia Konrad Jagodziński, szef komunikacji w londyńskim biurze Brand Finance.

– Tzw. demarketing zmierzający do redukcji konsumpcji określonych produktów to działania, które winny obejmować znacznie szersze spektrum aktywności. Cena jest tylko jednym, często nie najmocniejszym, czynnikiem wyboru. Praca winna dotyczyć emocji, aspektów społecznych itp. kształtowania pewnych wzorców zachowań – mówi Robert Kozielski z Wydział Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego. – Działania, które mają zmniejszyć konsumpcję jakichś produktów ze względów społecznych, które ograniczają się do ceny, nie dadzą w dłuższym okresie rezultatów.

Brand Finance informuje, że zmiany legislacyjne postępują najszybciej w krajach zachodnich (m.in. w Wielkiej Brytanii, Irlandii, we Francji, w Kanadzie, w Australii), ale także na Bliskim Wschodzie i w Azji. Głównie chodzi o cukier, sól i tłuszcze.