Rozpoczęta jeszcze przez prezesa Dariusza Blochera rekonwalescencja Unibepu przynosi efekty. W 2025 r. zysk netto grupy wyniósł, bez wpływu zdarzeń jednorazowych, ponad 38 mln zł wobec 3,6 mln zł pod kreską rok wcześniej i 166 mln zł straty w 2023 r. Ale rynek jest pełen wyzwań. Na przetargach ogłaszanych przez publicznych i prywatnych zamawiających dalej panuje brutalna walka o zlecenia – już nie tylko na ceny, ale i na odwołania.
Na rynku budowlanym zarówno w zeszłym roku, jak i obecnie jest bardzo trudno pod tym względem. Walka nie kończy się tylko na etapie budowania oferty i jej składania, ale przenosi się często również na proces odwoławczy, co dla całej branży jest bardzo kłopotliwe, ale też ma negatywne skutki dla całej gospodarki i społeczeństwa. Wpływa to na fakt, że rozpoczęcie projektów opóźnia się. Z jednej strony dochodzi do naruszania poczucia wspólnej misji, którą branża powinna realizować na rynku w Polsce – misji budowania naszego krajowego potencjału wykonawczego, a z drugiej strony przeciągające się procedury przetargowe powodują ryzyko utraty przez Polskę pozyskanych na ten cel środków wspólnotowych.
Obecnie mamy kumulację w przetargach – szczególnie w drogach i na kolei, bowiem wiele z nich zostało przesuniętych na I połowę 2026 r. Można więc spodziewać się, że nastąpi kumulacja realizacyjna. Ale wydaje mi się, że fakt przeciągających się procedur przetargowych powoduje spotęgowanie tego ryzyka, a to będzie powodować zmaterializowanie się presji inflacyjnej, szczególnie w obliczu kryzysu irańskiego.
Z całą determinacją chcemy wspierać proces zmian w tym zakresie, zmian w procesie odwoławczym, który już został zapoczątkowany przez Urząd Zamówień Publicznych. Niedawno Polska była postrzegana w regionie jako wzór do naśladowania, gdzie proces odwoławczy był bardzo krótki. Obecnie jednak wydaje się, że sytuacja wymyka się spod kontroli. Zaczyna bowiem bardzo negatywnie wpływać na funkcjonowanie całego sektora i gospodarki naszego kraju. Trzeba to zmienić.
Czytaj więcej
Przekleństwo najniższej ceny skłania firmy budowlane do składania agresywnych ofert. Czy coś zmieni się w przetargach na inwestycje budowlane? Jedn...
„Local content” to modne ostatnio hasło, choć nie wiadomo do końca, co w praktyce ma oznaczać. Unibep to spółka kontrolowana przez polski kapitał. Jak rozumiecie „local content”?
Najwięcej mówi się o tym w kontekście tego, kto ma budować w naszym kraju. Spojrzałbym na inny aspekt – budowa całej infrastruktury technicznej kraju to jedno, ale równie istotne pytanie, kto tę infrastrukturę będzie utrzymywać i serwisować. Kto będzie zapewniał ciągłość działania w trudnych warunkach. Odpowiedź wydaje się oczywista – największą gwarancję stabilności dają firmy, które są zakorzenione w Polsce, tutaj płacą podatki, tutaj mają swoje zasoby, kadrę i centrum decyzyjne. W przypadku podmiotów kontrolowanych z zagranicy, które nie mają polskich korzeni, zawsze istnieje pewien poziom ryzyka – zwłaszcza w sytuacjach nadzwyczajnych, kryzysowych. Dlatego uważam, że warto wracać do dyskusji o praktycznym wymiarze „polskości” przedsiębiorstw, szczególnie w sektorach o strategicznym znaczeniu. Pojawia się jednak pytanie: jak taki postulat mógłby funkcjonować w praktyce? Obowiązuje przecież prawo zamówień publicznych oraz regulacje unijne, które co do zasady ograniczają możliwość bezpośredniego preferowania tylko i wyłącznie krajowego kapitału. Być może rozwiązaniem nie jest formalne uprzywilejowanie, lecz wprowadzenie dodatkowych kryteriów selekcji przy przetargach związanych z bezpieczeństwem dostaw, ciągłością funkcjonowania danej organizacji, posiadaniem lokalnego zaplecza technicznego czy strukturą właścicielską w kontekście właśnie bezpieczeństwa naszego państwa.