– Spekulacja w jakimś stopniu podbija ceny ropy, ale w rzeczywistości to problem fundamentalny – popyt przewyższa podaż. Inwestycje w moce wydobywcze w wielu krajach, jak Rosja czy Meksyk, były niewystarczające – mówi ”Rz” Elke Speidel-Walz, ekonomistka Deutsche Banku. Jej zdaniem rosnące ceny ropy zmuszą Europejski Bank Centralny do podnoszenia stóp procentowych mimo zwalniającego wzrostu gospodarczego.
Droga ropa podwyższa ceny paliw, zwiększając tym samym inflację i obniżając siłę nabywczą konsumentów. To może przełożyć się na niższy wzrost gospodarczy. Zdaniem Urszuli Cieślak, analityka biura maklerskiego Reflex, jeśli cena ropy przekroczy trwale 150 dolarów za baryłkę, to na stacjach benzynowych w Polsce cena litra benzyny E95 i oleju przekroczy 5 zł. – Jeśli cena ropy nie osiągnie tego poziomu, będzie szansa na stabilizację cen na stacjach – mówi Cieślak.
Polska jest jeszcze w relatywnie komfortowej sytuacji, ponieważ m.in. dzięki sile złotego wzrost cen paliw nie jest tak gwałtowny jak na zachodzie Europy. W maju wyniósł średnio 6,5 proc. rok do roku wobec 15 proc. w całej strefie euro.
Obecnie inwestorzy oceniają, że EBC trzykrotnie podniesie stopy procentowe. Elke Speidel-Walz podkreśla: – EBC jest w bardzo trudnej sytuacji. Na początku lipca podniesie stopy, żeby zapobiec wzrostowi żądań płacowych. Lecz co będzie, jeśli żądania się nie pojawią, a inflacja i tak będzie utrzymywała się w okolicach 4 proc.? Uważamy, że na jesieni dojdzie do drugiej podwyżki stóp.
Bardziej ostrożni są ekonomiści UniCredit. Ich zdaniem EBC jeszcze tylko raz podwyższy koszty kredytu, później spowolnienie wzrostu gospodarczego przyczyni się do spadku inflacji.