Reklama
Rozwiń
Reklama

Samowola w urzędach

Nieprzejrzyste systemy oceny wniosków o dotacje w regionach. Najgorzej pod tym względem jest na Mazowszu i Pomorzu – twierdzi Instytut Sobieskiego.

Publikacja: 28.11.2008 01:49

Najgorsze regiony. Mazowsze dysponuje największą pulą środków spośród 16 programów regionalnych na l

Najgorsze regiony. Mazowsze dysponuje największą pulą środków spośród 16 programów regionalnych na lata 2007 – 2013.

Foto: Rzeczpospolita

Dla beneficjentów sprawą zasadniczą jest to, kto i wedle jakich kryteriów ocenia ich wnioski o dotacje. A przy ogromnej konkurencji o unijną pomoc system jej podziału nie powinien budzić najmniejszych wątpliwości co do bezstronności urzędników.

Z badań przeprowadzonych przez Instytut Sobieskiego, które zostaną dziś oficjalnie przedstawione, najbardziej nieprzejrzysty system oceny wniosków ma województwo mazowieckie. Wyrazistym tego przykładem jest tajemnicze kryterium tzw. bieżących potrzeb. Za jego spełnienie można uzyskać co prawda tylko pięć punktów (na 100 możliwych), ale ich przyznawanie leży w wyłącznej gestii zarządu województwa, i to na ostatnim etapie oceny.

– Mimo wielu prób nie udało nam się dowiedzieć, co owo sformułowanie oznacza i w jaki sposób wnioskodawcy mogą uwzględniać je w swoich wnioskach – mówi Jan Wierzbicki, prezes firmy doradczej CBC. – Wygląda to tak, jakby zarząd chciał sobie zostawić ostateczny głos w decydowaniu, kto ma dostać dotację, a kto nie – zauważa Małgorzata Brennek z Instytutu Sobieskiego.

Władze Mazowsza nie mają jednak sobie nic do zarzucenia. Zarząd województwa uważa, że może zostawić sobie pole do manewru, by móc reagować na bieżące, niedające się przewidzieć wydarzenia, np. Euro 2012 czy katastrofy. – Nasz system oceniania projektów będzie poddawany ewaluacji, ale obecnie nie ma powodów, by go zmieniać – wyjaśnia Hanna Maliszewska z mazowieckiego Urzędu Marszałkowskiego.

Władze województwa świętokrzyskiego również nie widzą nic nagannego w przyjętych przez siebie procedurach. W raporcie instytutu wytknięto im m.in., że w komisjach oceniających zasiadają tylko urzędnicy, brakuje zaś niezależnych ekspertów. – Urzędnicy świetnie znają się na paragrafach i przepisach, ale gorzej jest z wiedzą praktyczną – podkreśla Ewa Fedor z Konfederacji Pracodawców Polskich. Poza tym o wiele silniejsze są podejrzenia, że dotację dostają nie ci beneficjenci, którzy mają najlepsze projekty, ale ci, którzy mają najlepsze kontakty z urzędem.

Reklama
Reklama

Problem ten pojawił się podczas podziału funduszy na lata 2004 – 2006, dlatego resort rozwoju dopuścił do oceny ekspertów zewnętrznych. – Urzędnicy weryfikujący wnioski są specjalnie dobierani pod względem odpowiedniej wiedzy i doświadczenia, np. ekonomista, specjalista ds. dróg, budownictwa, ochrony zdrowia itp. – odpowiada Aleksandra Woźniak ze świętokrzyskiego urzędu.

System oceny na Pomorzu jest z kolei tak nieprzejrzysty i niejasny dla beneficjenta pod kątem niezbędnych informacji, że może on poczuć się celowo wprowadzany w błąd – wynika z raportu instytutu. Najlepiej w badaniach wypadły województwa: dolnośląskie, kujawsko-pomorskie i lubelskie.

W ramach funduszy na lata 2007 – 2013 regiony mają do podziału 16,6 mld zł. Pierwszy raz mogą na własną rękę ustalać procedury ubiegania się o dotacje i zasady ich podziału. Skutek jest taki, że każdy region przyjął inny system, nie zawsze opierając się na dobrych wzorcach. Przedsiębiorcy narzekają, że chociaż w regionach można dostać mniejsze pieniądze niż z programów krajowych, to procedury są znacznie bardziej skomplikowane.

Biznes
Konkurencyjność UE, polski eksport i dziurawe sankcje na Rosję
Biznes
Putin bez narodowej limuzyny. Nie pojedzie Aurusem
Biznes
Chcą budować w Polsce elektryczne auta dostawcze. Nie dostali pieniędzy z KPO
Biznes
AI w Polsce, apel przemysłu UE, rekordowe zyski banków
Materiał Promocyjny
Historyczne śródmieście Gdańska przyciąga klientów z całego kraju
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama