Rządowe koło ratunkowe dla sektora obronnego ma wartość 1,5 mld zł. Pomoc adresowana jest do średnich i dużych firm, ale srogo zawiodą się przedsiębiorcy, którzy liczą na łatwe pieniądze. 22 mln zł na podtrzymanie zamówienia wyrzutni rakiet i samobieżnych haubic Agencja Rozwoju Przemysłu na początku lipca przekazała Hucie Stalowa Wola. [wyimek]1,5 mld zł wyniesie łącznie wartość pomocy rządowej dla rodzimej branży zbrojeniowej[/wyimek]
To jednak wyraz szczególnego traktowania huty objętej specjalnym programem ratunkowym. Pozostała zbrojeniówka będzie mogła skorzystać z innych form wsparcia ze strony Agencji Rozwoju Przemysłu: kredytów, poręczeń i gwarancji. – W ciągu miesiąca mają być przygotowane procedury udostępniania pomocy – zapewnia Andrzej Szortyka, wiceprezes ARP.
Pieniądze pochodzące głównie z emisji obligacji gwarantowanych przez Skarb Państwa mają pomóc utrzymać się na powierzchni firmom, które dotknął kryzys i drastyczne cięcia wojskowych zamówień. Większość słabszych spółek nie ma zdolności kredytowej, inne nie mają szans na pożyczkę w bankach, bo sektor obronny trafił na listę klientów obciążonych dużym ryzykiem. – Tę lukę postara się wypełnić agencja – mówi wiceprezes Szortyka.
– To jedno z doraźnych rozwiązań. Jednak by zdobyć fundusze, przedsiębiorcy będą się musieli natrudzić: firma musi mieć produkt, który zgodzi się kupić MON w ramach transakcji z odroczoną płatnością. A emisja obligacji, kredyty muszą się jeszcze firmie opłacać – mówi Leszek Pawłowski, prezes Radwaru.
– Koszty kredytów i poręczeń co do grosza poniosą firmy, ale zyskają pieniądze na produkcję. To dla wielu z nich jedyna szansa na zdobycie funduszy – mówi Szortyka. Spłatę kredytu agencja będzie mogła ściągnąć bezpośrednio od armii dzięki cesji należności z MON.