– Mapa w dłoń i szukanie objazdów – tak opisuje swoją podróż nad morze pani Agnieszka ze Skierniewic. W najbliższych tygodniach podobne doświadczenia czekają setki tysięcy osób ruszających na wakacje.
Jak Polska długa i szeroka, poprzecinana jest remontami dróg i torów kolejowych. – Prace prowadzone są na ponad 400 odcinkach dróg krajowych – informuje Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad.
Sparaliżowany jest kręgosłup komunikacyjny kraju, bo prace trwają na wszystkich kluczowych trasach łączących południe z północą Polski. Na 84-kilometrowym odcinku „gierkówki" (drogi krajowej nr 8) od Piotrkowa Trybunalskiego do granicy województwa mazowieckiego kierowcy do dyspozycji mają tylko po jednym pasie ruchu.
Roboty trwają też na 80-kilometrowym odcinku drogi krajowej nr 7 z Warszawy do Gdańska. W sumie na „siódemce" z Krakowa do Gdańska prowadzonych jest aż 25 remontów.
Sytuacji nie ratuje także wybór kolei zamiast podróży samochodem. Remontowanych jest ok. 1400 kilometrów tras kolejowych. Podróżni z Warszawy do Gdańska mogą jechać ponad dwie i pół godziny dłużej niż zwykle, czyli prawie 7 godzin.
Stoi także komunikacja wschód – zachód. Nieprzejezdna w wakacje będzie Warszawa, w której naraz zostanie znacząco ograniczony ruch na aż czterech mostach.
By oszczędzić sobie nerwów podczas długiej podróży, Paweł Nowak, informatyk z Lublina, zrezygnował w tym roku z rodzinnego wypadu nad morze samochodem. – Uznałem, że lepiej dłużej odpocząć na pobliskim Pojezierzu Łęczyńsko-Włodawskim, niż przedzierać się przez straszliwe korki – tłumaczy.
Tymczasem na krajowe wakacje chce się wybrać wyjątkowo wielu Polaków. Niepokoje m.in. w Egipcie i Tunezji sprawiły, że turyści, zamiast jechać za granicę, zarezerwowali pobyt w rodzimych kurortach. – To jest rekordowy rok. Od wielu lat nie mieliśmy rezerwacji na wakacje już od maja – cieszy się Janina Wasiak, właścicielka domu wczasowego w Mikoszewie.
Jednak nie wszyscy zamierzają się męczyć na polskich drogach. Edyta Świątczak chciała w tym roku jechać na Mazury. Jednak po tym, gdy jej mąż wracał z Warszawy o cztery godziny dłużej, zdecydowali, że pojadą do Chorwacji lub Bułgarii.
– Paraliż komunikacyjny nie skończy się wraz z końcem wakacji – mówi „Rz" prof. Marek Sitarz z Politechniki Śląskiej. – Trzeba robić wszystko naraz, bo mamy mało czasu na wykorzystanie środków unijnych na modernizację komunikacji. Szkoda, że nikt tego zawczasu nie zaplanował.