Przemysł spotkań zbliża się do rezultatów rekordowego 2019 r., gdy odbyło się w Polsce 189 wydarzeń. W 2025 r. było ich 119. Czy jest to satysfakcjonujące tempo powrotu do dynamiki rozwoju sprzed pandemii, czy może przydałby się jakiś dodatkowy impuls?
Nie narzekamy, bo świat – z wyjątkiem Azji – wraca do „czasów świetności” wolniej niż Polska. Kondycję przemysłu oddaje zresztą nie tylko liczba wydarzeń, ale także wielkość wynajętej powierzchni, która jest jednym z podstawowych parametrów w branży wystawienniczej. W 2025 r. wynajęto w Polsce 736 tys. m², czyli niewiele mniej niż w rekordowym 2019 r. (760 tys. m²).
Warto też zwrócić uwagę na przychody polskich ośrodków targowych, które od czasu pandemii znacząco wzrosły, a w przypadku Targów Kielce nawet się podwoiły. To pokazuje, że polski przemysł targowy odbudował się po pandemii nie tylko pod względem liczby wydarzeń, ale również skali prowadzonego biznesu.
„Warto zwrócić uwagę na przychody polskich ośrodków targowych, które od czasu pandemii koronawirusa znacząco wzrosły, a w przypadku Targów Kielce nawet się podwoiły”
Czy w Polsce inwestuje się obecnie w infrastrukturę targową?
Budowę hali w Kielcach o powierzchni 18,5 tys. m² wymusiła sytuacja. Przy największych wydarzeniach zaczynało brakować miejsca. Był to w ostatnim czasie największy tego typu obiekt w Polsce. Także w Gdańsku rozbudowano kompleks AMBEREXPO, natomiast w Poznaniu inwestycje koncentrują się na modernizacji istniejących pawilonów.
Na świecie sytuacja wygląda bardzo różnie. Obiekty w Hanowerze przez ok. 20 lat były największym kompleksem targowym na świecie, o powierzchni blisko 500 tys. m² pod dachem. Po zmianach na rynku i zakończeniu organizacji części dużych imprez, w tym CEBIT-u, ok. 100 tys. m² hal wyburzono. Dziś Hanower pozostaje największym ośrodkiem targowym w Europie, ale nie jest już największy na świecie, ponieważ w tym samym czasie w Chinach wybudowano trzy ogromne ośrodki targowe – każdy o powierzchni ok. 400 tys. m².
Wróćmy do Europy. Polska należy do grona 22 państw na świecie dysponujących ponad 300 tys. m² krytej powierzchni targowej. Dokładnie mamy jej 415 tys. m². Mimo to – jak mówi Ewa Woch-Kośmider, prezes Targów w Krakowie – podczas spotkań UFI, The Global Association of the Exhibition Industry, gdzie prezentowane są globalne analizy, przez lata nie pojawiała się ani Polska, ani Europa Środkowa. Dlaczego wciąż jesteśmy tak słabo widoczni?
Faktycznie tak jest. Chcielibyśmy, żeby prezentacja tych danych była podzielona na Europę Zachodnią i Europę Środkowo-Wschodnią. Na razie jednak europejskim biznesem targowym rządzi wielka piątka: Niemcy, Włochy, Hiszpania, Francja i Wielka Brytania. To tam odbywa się najwięcej wydarzeń o znaczeniu globalnym dla poszczególnych branż. Ich pozycja jest związana z siłą tamtejszych gospodarek, przemysłu i firm, wokół których przez dziesięciolecia rozwijały się największe światowe marki targowe.
W Polsce wiele wydarzeń ma nadal charakter regionalny, ale mamy też imprezy o międzynarodowej randze. Najlepszym przykładem jest Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego (MSPO) w Kielcach, należący do trzech najważniejszych wydarzeń przemysłu obronnego w Europie – obok targów w Paryżu i Londynie. Międzynarodowe wydarzenia targowe i kongresowe odbywają się również w Poznaniu, Krakowie, Gdańsku czy Katowicach.
Dlatego podział analiz UFI na Europę Zachodnią i Środkowo-Wschodnią lepiej pokazywałby rzeczywistą pozycję Polski. W skali całego kontynentu nie należymy jeszcze do największych rynków, natomiast w naszej części Europy jesteśmy liderem i mamy już wydarzenia, które wykraczają daleko poza skalę regionalną.
Tak, ale to jest kwestia targów branżowych. Tymczasem w Polsce w 2025 r. hitem były targi związane z wypoczynkiem, rozrywką i hobby. W tej kategorii odbyły się w Polsce aż 33 wydarzenia, które zgromadziły łącznie 3127 wystawców i 422 512 zwiedzających. Dla porównania: inżynieria przemysłowa, produkcja przemysłowa, maszyny i narzędzia skupiły 14 eventów.
Targów konsumenckich, jak te związane z hobby, w tak dużym kraju jak Polska może być naprawdę sporo. One w swojej naturze mają to, że są bliżej klienta i gromadzą więcej osób z danego regionu. Nikt przecież nie przyjedzie na taką imprezę ze Szczecina do Kielc, żeby obejrzeć nowoczesną wannę, sadzonki czy sprzęt do wellness.
Tymczasem w przypadku targów biznesowych odległość i miejsce nie mają kompletnie znaczenia – jeśli firmy planują dopiąć milionowy biznes, to przyjadą z całego świata, np. do Kielc na targi zbrojeniowe.
W 2025 r. targi odbyły się w 12 miastach. Najwięcej w Poznaniu – 52 wydarzenia – i w Kielcach – 27. Czy ta sytuacja utrzymuje się od lat?
Tak, według danych PIPT liderami rynku od lat są Poznań i Kielce. W pozostałym gronie mniejszych ośrodków liczą się Kraków oraz, po dłuższej przerwie, Gdańsk i Lublin. Na początku lat 90. ważnym ośrodkiem był m.in. Szczecin, o którym dziś się nie wspomina, ale też Łódź, która obecnie właściwie przestała się liczyć jako ośrodek wystawienniczy. To miasto nie wykorzystało strategicznego położenia w centrum Polski, a 30 lat temu marzyliśmy w Kielcach, żeby ją pokonać.
W minionym roku wystawcy zagraniczni stanowili ok. 80 proc. względem rekordowych danych z 2019 r. Jednocześnie, według raportu International Congress and Convention Association, Polska znajduje się w TOP 20 najczęściej wybieranych krajów na świecie do organizacji międzynarodowych eventów. O czym to świadczy?
W przypadku kongresów i konferencji ogromne znaczenie ma jakość i atrakcyjność destynacji – dostępność miasta, zaplecze hotelowe czy oferta spędzenia czasu poza obradami. Dlatego światowymi liderami są m.in. Paryż i Wiedeń, a w Polsce mocną pozycję mają Warszawa i Kraków.
Polska potrafi organizować wydarzenia o światowej randze. W Warszawie odbył się COP19, w Katowicach – COP24, a Kraków gościł m.in. światowy kongres ICCA oraz sesję Komitetu Światowego Dziedzictwa UNESCO.
Pozycja naszego kraju zarówno w rankingu ICCA, jak i dane dotyczące gości zagranicznych świadczą przede wszystkim o tym, że Polska jest coraz bardziej konkurencyjnym i atrakcyjnym miejscem dla międzynarodowych wydarzeń i potrafi przyciągać zarówno organizatorów kongresów, jak i uczestników targów ze świata.
W branży MICE mówi się, że każda złotówka wydana podczas wydarzeń oznacza 5 zł dochodu dla miasta. Który segment jest bardziej miastotwórczy – kongresy czy targi?
Zdecydowanie targi. Decyduje o tym zarówno skala ruchu, jaki generują, jak i cały cykl związany z przygotowaniem wydarzenia. Duży kongres może zgromadzić nawet 10 tys. uczestników, ale zwykle trwa dwa–trzy dni. Konferencje są najczęściej o wiele mniejsze i krótsze, a wydarzenia o skali COP należą do wyjątkowych.
W przypadku targów ruch zaczyna się natomiast na długo przed otwarciem hal. Dla przykładu montaż stoisk na Międzynarodowy Salon Przemysłu Obronnego w Kielcach rozpoczyna się już w połowie sierpnia, a po zakończeniu wydarzenia demontaż trwa jeszcze ok. tygodnia. W sumie daje to trzy–cztery tygodnie aktywności związanej z jednym wydarzeniem. Same ekipy techniczne budujące i demontujące stoiska to kilkaset osób, które korzystają z hoteli, restauracji, transportu i innych lokalnych usług. Do tego dochodzi skala samych targów. Agrotech w Kielcach gromadzi ok. 500 wystawców i nawet 80 tys. zwiedzających.
Czy akurat w czasie tych wydarzeń nie brakuje miejsc hotelowych?
W Kielcach, w porównaniu z innymi podobnymi miastami, jest trzy razy więcej hoteli, właśnie dzięki targom. W przypadku większości naszych wydarzeń to zaplecze noclegowe jest wystarczające, ale akurat na MSPO miejsc rzeczywiście brakuje. Oczekiwania wystawców branży zbrojeniowej w zakresie bazy noclegowej są wyższe, niż możemy w Kielcach zaoferować. Tu z pomocą przychodzi Kraków. Dzięki szybkiemu połączeniu drogą S7 dojazd na wydarzenia w Kielcach zajmuje niewiele ponad godzinę. To tyle, ile nierzadko jedzie się z lotniska do centrów targowych w dużych europejskich miastach.
Czy dzisiejsze wydarzenia mogą się odbywać bez aplikacji, które sugerują uczestnikom udział w różnych wydarzeniach towarzyszących, np. kulturalnych?
Aplikacje bardzo ułatwiają uczestnikom poruszanie się po wydarzeniu i wybór tego, co rzeczywiście ich interesuje. Dobrze oddaje to słynna reklama UFI, Światowego Stowarzyszenia Przemysłu Targowego, w której w słowie „contracts” wykreślono literę „r”, zostawiając „contacts”. To pokazuje, że istotą targów są przede wszystkim kontakty, z których później rodzą się kontrakty.
Dlatego trzeba pamiętać, że dla wystawców dzień targowy nie kończy się wraz z zamknięciem hal. Rozmowy i spotkania często przenoszą się później do mniej formalnych miejsc, a na dodatkowe wydarzenia czy rozbudowany program kulturalny zostaje niewiele czasu.
Jednocześnie od kilku lat widoczny jest trend festiwalizacji targów, czyli wzbogacania ich o doświadczenia i elementy przyciągające uwagę uczestników. Nie chodzi już tylko o koncerty czy pokazy tancerzy. Hitem ostatnich lat są chociażby roboty humanoidalne. Tego rodzaju rozwiązania budują atmosferę wydarzenia i przyciągają uwagę, ale nie mogą przesłaniać tego, po co przede wszystkim przyjeżdża się na targi – biznesu, spotkań i budowania relacji.
Wyzwaniem jest pokolenie Z. Jak dla niego projektować wydarzenia?
To pokolenie, które jest przygotowane do pracy nieco inaczej niż chociażby X czy Y, o boomerach nie wspomnę. Najmłodsi ludzie na rynku pracy myślą nie tylko o tym, żeby dużo zarabiać. Stawiają granice między pracą a życiem prywatnym i rodzinnym, mają też inne potrzeby. Szukają balansu. Nie jest to kwestia tylko branży MICE – wszyscy pracodawcy spotykają się z tym, dla wielu nowym, zjawiskiem. O tym, jak ważna jest to kwestia, świadczy chociażby fakt, że w tym roku wyłoniono w konkursie grupę pięciu młodych osób, które przedstawiają propozycje, jak bardziej zaangażować przedstawicieli pokolenia Z. W tej grupie znalazła się Polka z Targów Kielce.
Jak w przyszłości branża powinna się rozwijać?
Dynamicznie. Jestem o to spokojny, a pozwala mi na ten optymizm rozwój sztucznej inteligencji. A to ciekawe, bo wielu się tego obawia, chociażby dlatego, że ona kłamie i ma halucynacje. Ludzie nie są na tyle rozsądni, żeby rozpoznać prawdę od fałszu. Otóż to. Na ekranie komputera można oszukać rzeczywistość. Potrzeba bezpośrednich kontaktów i sprawdzenia w realu możliwości maszyn i różnych urządzeń jest bezcenna i tę rolę targi będą zawsze spełniać. Tutaj traktor czy czołg nie budzą żadnych wątpliwości.
Czy detoks cyfryzacyjny, czyli np. – trochę wzorem wagonów ciszy w PKP – pokoje bez komórki, to kierunek, w którym zmierza branża?
Strefy ciszy są potrzebne także na targach, ale też bez przesady – ludzie chcą jak najwięcej skorzystać z czasu spędzanego na wydarzeniu, przyjeżdżają tu po spotkania, rozmowy, kontakty i kontrakty.
Jedną z najcenniejszych informacji płynących z tegorocznego raportu PIPT jest ta o tym, że członkowie zbudowali 2,4 tys. stoisk, z czego 80 proc. poza Polską. Czy to jest nowa gwiazda przemysłu MICE, skoro do tej pory nie była uwzględniana w raportach izby?
Trochę tak. Wygrywamy przetargi wysoką jakością, terminowością i doświadczeniem. Większość z tych firm ma siedzibę w Wielkopolsce, skąd do granicy chociażby krajów UE jest blisko. Dzisiaj bardzo dużo stoisk na europejskich i światowych targach budują polskie firmy, bo jesteśmy konkurencyjni.
Jak ważnym elementem w rozwoju branży są kwestie ESG?
Bardzo ważną zmianą jest to, że przestajemy powoli budować stoiska z elementów jednorazowych. Rezygnujemy m.in. z płyt wiórowych i drewnianych konstrukcji na rzecz stalowych lub aluminiowych stelaży wielokrotnego użytku, na które można naciągać płótno idealnie „udające” równą ścianę. Innym rozwiązaniem są ekrany LED-owe. Ta technologia to przyszłość.