Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej trwają już od tygodnia. W jaki sposób państwa-gospodarze: USA, Meksyk i Kanada zyskują ekonomicznie na tej imprezie?
Nie zyskują.
Jak to nie zyskują?
Wpływ wielkoformatowych imprez sportowych na gospodarkę danego kraju bada się scenariuszowo: w jednym scenariuszu mamy mistrzostwa, w drugim nie. Porównujemy nakłady i wpływy. Problem leży w tym, że to inne podmioty ponoszą koszty, a inne mają zyski.
Tak jest już od lat, ale obecne mistrzostwa jeszcze lepiej to pokazują. Koszty są publiczne, a zyski są prywatne – przejmuje je Międzynarodowa Federacja Piłkarska – FIFA. Z jej planów finansowych wiemy, że przewidywana nadwyżka ekonomiczna z organizacji MŚ to ponad 5 mld dol. przy wpływach z praw telewizyjnych, biletów, umów sponsorskich itd. na poziomie ok. 9 mld dol.
Natomiast władze państwowe i samorządowe miast organizatorów ponoszą koszty. W odróżnieniu od poprzednich imprez tego kalibru, one nie będą miały szansy wyjść na zero.
Jakie to koszty i dlaczego im się to nie zwróci?
To przede wszystkim koszty nadgodzin służb porządkowych, organizacji ruchu dodatkowych turystów czy zakupu systemów antydronowych, które są obecnie potrzebne przy organizacji mistrzostw.
Przy poprzednich dużych imprezach piłkarskich miasta mogły organizować lokalny sponsoring. Natomiast przy tych mistrzostwach, umowy FIFA z globalnymi sponsorami są tak ścisłe, że np. jedno z miast nie mogło podpisać umowy z lokalną siecią supermarketów, bo można w nich kupić żywność, a przecież żywność jest w McDonald’s, czyli jednym z globalnych sponsorów.
Czytaj więcej
Zwiększenie liczby drużyn grających na mistrzostwach świata czy dynamiczny sposób sprzedaży biletów to tylko niektóre sposoby, które pomogą Światow...
Te MŚ są inne także z tego powodu, że wcześniej na poziomie krajowym istniał komitet organizacyjny, który grupował miasta i w ich imieniu negocjował z FIFA. To zapewniało im pokrycie kosztów. Tym razem nie było komitetu krajowego i miasta samodzielnie negocjowały z FIFA, która jest bardzo doświadczonym negocjatorem i dlatego efekt jest dla niewyspecjalizowanych w takich rozmowach samorządów negatywny.
Za co jeszcze płacą władze lokalne?
Koszty rosną także z powodu tzw. polityki czystego stadionu. W USA i nie tylko, często stadiony mają sponsora w nazwie. Teraz trzeba te wszystkie loga i nazwy fizycznie ze stadionu pozdejmować albo je pozakrywać. Oprócz tego w promieniu 2 km od stadionu nie mogą się pojawić loga firm niezwiązanych z FIFA. Szacunkowy koszt tego „czyszczenia” to dla 16 stadionów tych mistrzostw w sumie ok. 15-30 mln dol.
Kolejnym kosztem są narzucone przez FIFA ograniczenia w organizacji innych dużych wydarzeń wokół stadionów i w miastach-gospodarzach w okresie mundialu, co może ograniczać potencjalne przychody lokalnej gospodarki. Trzeba też pamiętać, że lokalne władze nie otrzymują żadnej części przychodów z biletów, sprzedaży jedzenia i napojów, gadżetów ani opłat parkingowych w dniu meczu.
Ale przecież na tym strumieniu turystów ktoś oprócz FIFA też zarabia.
Wydarzenia sportowe przyciągają kibiców, ale jednocześnie odstraszają innych turystów, którzy przyjeżdżają np. na konferencje naukowe czy branżowe itd. Mamy do czynienia z tzw. efektem wypychania. My tych turystów sportowych widzimy, bo oni mają szaliki, koszulki, ale nie widzimy tych innych, bo nie wyróżniają się z tłumu tak bardzo jak kibice sportowi.
Kluczowe jest to, czy turysta sportowy wyda w danym miejscu więcej, niż turysta, który pojawia się tam zazwyczaj. Analizy ex post robione w miastach-gospodarzach pokazują, że te wpływy niekoniecznie są wyższe. To było bardzo dobrze zbadane w 2008 r., podczas Euro w Austrii i Szwajcarii. Wtedy szwajcarscy restauratorzy mieli gorszy rok, bo przeciętny turysta sportowy wydawał mniej, niż typowi turyści w Szwajcarii. W innych przypadkach nie jest to aż tak wyraźne jak było w Szwajcarii, bo ona jednak jest specyficzna i typowy turysta wydaje tam więcej niż gdzie indziej – ale nie można powiedzieć, aby generalnie przychody dla gastronomii generowane przez kibiców sportowych były wyższe niż od turystów generalnie odwiedzających dany rejon.
Jeśli chodzi o hotele, to faktycznie ceny noclegów rosną w dniach, kiedy rozgrywane są mecze – ale tutaj powstaje pytanie, na ile zyski zostają w danym miejscu, na ile hotele są własnością lokalną, a na ile zysk trafia do akcjonariuszy globalnych sieci hotelowych.
O ile wybór Ameryki Północnej na gospodarza można zrozumieć, bo to olbrzymi rynek, to cztery lata temu MŚ odbyły się w Katarze, wcześniej w Rosji, a w 2034 r. odbędą się w Arabii Saudyjskiej. Czy to już typowe narzędzie do tzw. sportwashingu, czyli poprawy wizerunku państwa przez sport?
Czytaj więcej
Gianni Infantino, podobnie jak Donald Trump, jest zakochany w sobie. Ale wie, że w przypadku tegorocznego mundialu karty rozdaje nie FIFA, a Stany...
Nikt nikogo za rękę nie złapał. Część naukowców zajmujących się tym tematem wskazuje na możliwą korupcję przy wyborze gospodarzy takich imprez, ale nie mamy twardych dowodów. Jednak faktem jest to, że to nie kraje najbardziej demokratyczne ani te o największych tradycjach piłkarskich organizują w ostatnim czasie te imprezy.
Na koniec chciałem zapytać o to, czy ten trend wszechogarniającej komercjalizacji dużych imprez sportowych jest jeszcze do zatrzymania?
Na przykładzie tych mistrzostw widzimy komercjalizację posuniętą jeszcze dalej, niż w przeszłości – np. wprowadzenie dynamicznego sposobu sprzedaży biletów powoduje, że te najciekawsze mecze na żywo mogą oglądać tylko najbogatsi. Moim zdaniem, to poszło za daleko. Mam nadzieję, że pojawi się opór kibiców, który da do myślenia federacjom sportowym. Zmiana jest możliwa, pojawia się pytanie, czy już teraz doszliśmy do punktu przesilenia.
Dr Marcin Mrowiec, główny ekonomista Grant Thornton, współautor raportu Polskiego Instytutu Dyplomacji Sportowej nt. ekonomicznych aspektów Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej 2026