Duże firmy ponadnarodowe przenoszą się z Europy do przyjaznych krajów

Europejski Bank Centralny stwierdził w raporcie, że ponad 40 proc. dużych firm ponadnarodowych obecnych w Europie zamierza przenieść w średnim terminie swe dostawy do krajów uważanych za przyjazne.

Publikacja: 11.11.2023 11:10

Duże firmy ponadnarodowe przenoszą się z Europy do przyjaznych krajów

Foto: Adobe Stock

Zależy im na zmniejszeniu zależności od Chin, są już eksperci, którzy mówią, że jest to tendencja odwracania globalizacji. Innym wnioskiem z opracowania EBC jest, że 49 proc. podmiotów pytanych w sondażu chce przybliżyć produkcję towarów do rynków, gdzie będą kupowane.

Przenoszenie sieci produkcji do krajów uważanych za sojusznicze (zjawisko friendshoringu) stanie się z czasem bardziej powszechne. Świadczy o tym choćby to, że 42 proc. z grona 65 dużych przedsiębiorstw sondowanych w lipcu-sierpniu zamierza uruchomić taka strategię, a tylko 11 proc. stwierdziło, że robiło to w ostatnich 5 latach. Z kolei 49 proc. ankietowanych opowiedziało się na nearshoringiem — lokowaniem produkcji bliżej rynków zbytu towarów na skutek spodziewanego wzrostu kosztów produkcji.

Firmy pytane, jakie kraje mogą stanowić ryzyko dla łańcuchów dostaw w ich sektorze wymieniły przede wszystkim Chiny (dwie trzecie respondentów), a 10 proc. odpowiedzi przypadło na USA, Tajwan, Indie, Turcję i Rosję — pisze AFP.

Pandemia uwypukliła zależność krajów uprzemysłowionych od Chin w produkcji różnych wyrobów uważanych za zasadnicze, skłaniając zwłaszcza USA i Unię Europejską do szukania sposobów organizowania takiej, produkcji u siebie.

Czytaj więcej

Firmy najwięcej inwestują na Mazowszu

Ponad połowa ankietowanych firm wyjaśniła, że zaopatruje się w najważniejsze surowce i materiały w jednym lub w kilku konkretnych krajach, przeważająca większość wymieniała Chiny jako jeden z tych krajów, ale o dużym ryzyku.

W kwietniu kraje G7 opowiedziały się za współpracą z krajami uważanymi za przyjazne (friendshoring), nie wymieniając Chin jako rywala. Unia Europejska nie będzie wygraną, jeśli ta tendencja nasili się. Z ankiety EBC wynika, że więcej firm chce wynieść produkcję z naszego kontynentu, niż wejść do Europy. To będzie mieć znaczący wpływ na zatrudnienie, bo właśnie firmy używają argumentu kosztów i dostępu do siły roboczej, jako główny czynnik wychodzenia z Unii.

Superbank z Frankfurtu nie jest jedyną instytucją, która zaniepokoiła się dezorganizacją łańcuchów produkcji w okresie pandemii i wojny w Ukrainie. Światowa Organizacja Handlu w raporcie ogłoszonym we wrześniu zwróciła uwagę na zjawisko slowbalisation — spowolnienie globalizacji, które może doprowadzić do odchodzenia od niej.. — Daleko nam jeszcze do tego, ale dostrzegamy już pierwsze pęknięcia w systemie — powiedział agencji AGF główny ekonomista WTO, Ralph Ossa. Podkreślił, że to rozczłonkowanie handlu następuje zgodnie z podziałami geopolitycznymi.

Czytaj więcej

Najnowsze dane o fuzjach napawają optymizmem

Victor Stolzenburg, inny ekonomista z WTO uważa, że znajdujemy się na rozstaju dróg. I albo pójdziemy drogą globalizacji, albo będziemy dalej iść w kierunku dalszego rozczłonkowania. Raport organizacji z Genewy opowiada się za nadaniem nowego impulsu globalizacji, bo już pojawiły się zagrożenia dla wzrostu i rozwoju.

Drugim źródłem niepokoju — zdaniem Ralpha Ossa — są pierwsze oznaki rozstania w stosunkach handlowych USA i Chin. Dwustronna wymiana handlowa osiągnęła w 2022 r. rekordowy poziom, ale jej struktura odczuła skutki wojny celnej, która wyraźnie zmniejszyła handel niektórymi produktami, zwłaszcza półprzewodnikami.

Wielkość światowego handlu zwiększy się w tym roku o zaledwie 0,8 proc. — uważa WTO, a w kwietniu przewidywała wzrost o 1,7 proc., co dałoby poprawę realnego PKB o 2,6 proc. (po korekcie o inflację).

Zależy im na zmniejszeniu zależności od Chin, są już eksperci, którzy mówią, że jest to tendencja odwracania globalizacji. Innym wnioskiem z opracowania EBC jest, że 49 proc. podmiotów pytanych w sondażu chce przybliżyć produkcję towarów do rynków, gdzie będą kupowane.

Przenoszenie sieci produkcji do krajów uważanych za sojusznicze (zjawisko friendshoringu) stanie się z czasem bardziej powszechne. Świadczy o tym choćby to, że 42 proc. z grona 65 dużych przedsiębiorstw sondowanych w lipcu-sierpniu zamierza uruchomić taka strategię, a tylko 11 proc. stwierdziło, że robiło to w ostatnich 5 latach. Z kolei 49 proc. ankietowanych opowiedziało się na nearshoringiem — lokowaniem produkcji bliżej rynków zbytu towarów na skutek spodziewanego wzrostu kosztów produkcji.

Pozostało 80% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Biznes
Wciąż wolimy kupować diesle niż elektryki
Biznes
Na potęgę oddajemy nasze wrażliwe dane firmom i oszustom
Biznes
Kto zawiesi działalność, na rynek już nie wróci
Biznes
Azoty nadal odczuwają spadek popytu i cen
Biznes
Połowa firm założonych w 1989 r. nadal działa