Reklama

Kreml wygrywa gazem

Wielka feta towarzyszyła oficjalnemu rozpoczęciu budowy Nord Streamu. Do Vyborga w Zatoce Fińskiej, gdzie ma swój początek, oprócz szefów zainteresowanych firm przyjechali w piątek prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew, nowy unijny komisarz ds. energii Günther Oettinger i francuska minister ds. handlu Anne-Marie Idrac. A niemiecka kanclerz Angela Merkel przemawiała z ekranu za pomocą łączy satelitarnych

Aktualizacja: 10.04.2010 11:11 Publikacja: 09.04.2010 21:34

Kreml wygrywa gazem

Foto: Reuters

[li]Wielki sukces Rosji: ruszyła budowa gazociągu Nord Stream przez Bałtyk do Niemiec[/li]

[li]Za 8,8 mld euro Rosjanie zwiększą uzależnienie Unii od dostaw swojego gazu[/li]

[li]Obawy Polski i krajów bałtyckich nie miały znaczenia i nie zatrzymały inwestycji[/li]

– Rurociąg zapewni niezawodne dostawy gazu dla odbiorców w Europie po rozsądnych cenach – przekonywał Miedwiediew. – I ochroni nas przed problemami, jakie się pojawiają z powodu niedoskonałych obecnych ram prawnych, zwłaszcza dotyczących tranzytu. Obrona inwestycji

Rosyjski przywódca użył tych samych argumentów, którymi szefowie, pomysłodawcy inwestycji Gazpromu, posługują się od kilku lat. W ich opinii gazociąg jest niezbędny, by nie powtórzyły się kolejne kryzysy gazowe. Rosyjski koncern zakręcał kurek z paliwem zarówno dla Białorusi, jak Ukrainy, a skutki odczuwały kraje europejskie, otrzymując mniej gazu, niż zamówiły. Rosjanie za każdym razem winą za sytuację obarczali sąsiadów – Białorusinów lub Ukraińców.

Reklama
Reklama

Szefowie Gazpromu przekonywali też, że Nord Stream nie jest wymierzony w żaden z tych krajów, przez które do Europy płynie najwięcej rosyjskiego surowca. Ale eksperci utrzymują, że po wybudowaniu rurociągu przez Bałtyk tranzyt przez Ukrainę i Białoruś może zostać ograniczony. Tym bardziej że w ciągu najbliższych czterech – pięciu lat, czyli do zakończenia całej inwestycji, zapotrzebowanie na gaz w Europie nie wzrośnie o 55 mld m sześc. A tyle właśnie gazu rocznie mają transportować do Niemiec obie nitki Nord Streamu.

Rosjan nie powstrzymała ani krytyka ze strony krajów bałtyckich, ani Parlament Europejski, który zwracał uwagę na aspekty środowiskowe inwestycji. Dno Bałtyku jest wyjątkowo zanieczyszczone. Zalega tam broń, także chemiczna, z czasów obu wojen światowych. Konsorcjum Nord Stream zapewnia, że wykonano dokładne badania dna w rejonie budowy rurociągu i nie będzie on miał negatywnych skutków dla środowiska. To samo mówił w piątek Miedwiediew. – Zrobiono wszystko co możliwe, by mieć pewność, że gazociąg nie zaszkodzi środowisku i w trakcie budowy całkowicie przestrzegane będą najsurowsze standardy w zakresie bezpieczeństwa – stwierdził.

[srodtytul]Unia uzależniona[/srodtytul]

Budowa rurociągu przez Bałtyk rusza w szczególnym momencie. W Unii Europejskiej z jednej strony trwają dyskusje o potrzebie energetycznej solidarności i stworzeniu systemu wzajemnej pomocy dla krajów dotkniętych kryzysem gazowym, a z drugiej – trwają przygotowania do budowy nowej drogi dostaw gazu spoza Rosji. Komisja Europejska – po doświadczeniach z kryzysu ukraińsko-rosyjskiego w styczniu 2009 r., gdy zabrakło gazu w kilku państwach UE – przyśpieszyła prace zmierzające do budowy gazociągu Nabucco. Ma on umożliwić dostawy gazu z rejonu Morza Kaspijskiego. Surowiec ten, tak jak LNG, w założeniu ma zmniejszyć uzależnienie Wspólnoty od importu z Rosji. Trudno jednak ocenić, czy ten kurs polityki Brukseli jest ciągle aktualny. Komisarz Oettinger mówił w czwartek w Moskwie, że Rosja przez dziesiątki lat pozostanie głównym partnerem energetycznym Unii. To też pierwszy kraj spoza UE, do którego wybrał się z wizytą Oettinger, powołany na stanowisko w lutym.

Równocześnie Rosjanie mają w planach budowę gazociągu South Stream na południu Europy, który powszechnie jest uważany za konkurenta Nabucco. Ma to być kolejna droga dostaw 63 mld m sześc. gazu rocznie z Rosji przez Morze Czarne. Jeżeli zrealizują ten pomysł, a budowa ma ruszyć w 2011 r., to idea zmniejszenia uzależnienia Unii od importu surowców z Rosji pozostanie na papierze. Dla ekspertów jest jasne, że może powstać tylko jedna z tych inwestycji.

Realizacja tak Nord Streamu, jak i South Streamu nie byłaby możliwa bez wsparcia największych krajów Wspólnoty. W projekcie bałtyckim uczestniczą m.in. niemieckie koncerny E.On i BASF, a czarnomorskim – włoski ENI.

Reklama
Reklama

[ramka]Białoruś jest gotowa rozpatrzyć sprzedaż Gazpromowi większościowego pakietu Biełtransgazu, krajowego operatora gazowego. Rosjanie mają teraz 50 proc. akcji. Większościowy pakiet dałby Gazpromowi pełną kontrolę przesyłu gazu do Europy przez Białoruś. Biełtransgaz ma 7420 km gazowych magistrali. Eksperci uważają, że sprzedaż pakietu wiązałaby się z utrzymaniem niskiej ceny na gaz dla Białorusi (w I kw. Mińsk płacił najmniej w Europie, 168 dol.).

O niższą cenę walczy też Ukraina. W I kw. płaciła 305 dol., w II kw. cena ma wzrosnąć do 330 dol. W czwartek Gazprom i Naftogaz uzgodniły wzrost rosyjskich dostaw w tym roku o 8,3 proc. Cena ma zależeć od tego, ile paliwa Kijów zakontraktuje w Rosji. Rosjanie chcą też kontroli nad ukraińskim systemem gazowym, podobnej jak na Białorusi.

i.t.[/ramka]

Biznes
Rząd rusza z promocją zbrojeniówki, szczyt AI, Ford chce współpracy z Chinami
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Biznes
"Tego przemysłu będzie w Europie coraz mniej". Ważnej branży grozi zapaść
Biznes
Europa stawia na niezależność, Polacy znikają z sieci, podatki dochodowe w UE
Biznes
Od edukacji do transformacji – forum NFOŚiGW
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama