Dochody w takim scenariuszu mają być wyższe o przeszło 200 mln zł niż przy obecnie obowiązujących przepisach. Kolejnym profitem byłoby zwiększenie popytu na nowe pojazdy, a w perspektywie przyspieszenie wymiany parku samochodowego w kraju i obniżenie średniego wieku jeżdżących po drogach samochodów.

Rynkowy zjazd

Wyliczenia analitycy Samaru przygotowali wspólnie z firmą doradztwa podatkowego MDDP. W stosunku do planów Ministerstwa Finansów (mają wejść w życie z początkiem przyszłego roku), zakładającego odliczenie od auta nie wyższe niż 8 tys. zł i połowę VAT od paliwa oraz serwisu, proponowane pełne odliczenie podatku od auta i serwisu miałoby przynieść budżetowi nawet dodatkowe 1,1 mld zł. Zyskaliby także przedsiębiorcy, gdyż średni koszt zakupu samochodu zmniejszyłby się do 62,7 tys. zł z obecnych 69,6 tys. zł.

– Pełne odliczenie VAT jest tak bardzo istotne, bo przedsiębiorcy to dziś jedyna grupa nabywców aut, na których można liczyć – twierdzi Wojciech Drzewiecki, prezes Samaru. W ubiegłym roku sprzedaż nowych samochodów osobowych w Polsce spadła do poziomu 270,6 tys., najniższego od początku kryzysu. Zdaniem ekspertów tak mała chłonność wewnętrznego rynku (zaledwie 6,6 aut zarejestrowanych w ciągu roku na 1 tys. mieszkańców) będzie dodatkowo osłabiać branżę motoryzacyjną, zniechęcając firmy do nowych inwestycji.

Analitycy wskazują, że zmiany proponowane przez resort finansów w porównaniu z aktualnie obowiązującymi przepisami przyniosłyby przedsiębiorcom niewielkie profity. Zwłaszcza w przypadku firm kupujących tańsze auta. Gdyby wziąć pod uwagę takie samochody, poziom odliczenia zwiększyłby się minimalnie – w granicach od 0,2 do 5,6 proc. wobec tego, co można odliczyć dzisiaj. – Taki „zysk" nie będzie zachęcał przedsiębiorców do zakupów, co negatywnie wpłynie na sprzedaż większości aut produkowanych w Polsce – ostrzega Samar.

Serwisowe propozycje

Co z odliczeniem VAT od paliwa? Samar w swoich propozycjach, w przeciwieństwie do postulatów części branży, rezygnuje z pełnego odliczenia podatku. Krytykuje także ministerialną propozycję odliczenia go w wysokości 50 proc. Zdaniem analityków będzie to dla budżetu kosztowne, natomiast przedsiębiorcom przyniesie niewielki zysk – ok. 1,1 tys. zł rocznie. Ważne jest natomiast pełne odliczenie VAT od obsługi serwisowej – budżet miałoby obciążyć w niewielkim stopniu, natomiast mogłoby powstrzymać firmy od uciekania do tańszych warsztatów działających w szarej strefie.

Takie rozwiązanie popiera m.in. General Motors Poland. Według Pawła Widła, dyrektora ds. relacji z rządem, wariant pełnego odliczenia VAT od samochodów osobowych i kosztów serwisu można byłoby wprowadzać stopniowo, zapewniając 100 proc. odliczenia, ale w pierwszej fazie ograniczając go kwotowo. Tak by samochody popularne we flotach miały zapewniony pełen odpis. – Poza efektem budżetowym dałoby to bodziec do zakupu aut z polskich fabryk – komentuje Wideł.

– Propozycja jest warta rozważenia. Wiąże się ona oczywiście z większymi odliczeniami VAT przez firmy, jednak efekt ten może być skompensowany większymi inwestycjami w zakup nowych samochodów firmowych – dodaje Witold Orłowski, główny doradca ekonomiczny PwC.

Autopromocja
#NowaRp.pl

Znacznie więcej niż wiedza

ZAPRENUMERUJ

Koncepcja pełnego odliczenia podatku jest jednak nie do przełknięcia dla MF. – Istnieje duże ryzyko, że mogłoby dojść do nieopodatkowanego wykorzystania tych aut na cele prywatne – argumentował Tomasz Tratkiewicz, dyrektor Departamentu Podatku od Towarów i Usług, w piśmie wysłanym w grudniu do Związku Dealerów Samochodów. Związek oprotestował koncepcję ministerstwa. Zapowiada także, że podejmie wszelkie działania, aby zablokować propozycję ograniczenia do 50 proc. prawa do odliczenia VAT w zakresie kosztów eksploatacji.