– Być może jestem idiotą, ale nie mam pojęcia, o czym wszyscy mówią – tak na pytanie o cloud computing zareagował we wrześniu Larry Ellison, szef informatycznego giganta Oracle. – Branża komputerowa jest bardziej podatna na modę niż branża odzieżowa. Owszem, zajmujemy się cloud computingiem, ale nie rozumiem, czym to się różni od innych naszych dokonań, poza wymienieniem kilku słów w reklamach – dodał poirytowany na konferencji prasowej. Tym samym dołączył do tej części branży IT, która na hasło „cloud computing” reaguje: „to wszystko już było, a cloud computing to marketingowa wydmuszka”. Inni gracze, szczególnie ci, którzy już oferują tego typu usługi informatyczne (Salesforce, Amazon, IBM, Intel, Sun, Microsoft, Google), przekonują, że „cloud computing” to przełom. – Kiedy na rynku pojawiają się nowe rzeczy, zwykle powstaje zamieszanie definicyjne – wyjaśnia Borys Stokalski, wiceprezes firmy informatycznej Infovide-Matrix.
[srodtytul]Program na odległość[/srodtytul]
Niezależnie od tego, czy rynek przyzna rację entuzjastom lub krytykom nowego trendu, popularność cloud computingu (CC) rośnie. Cloud, czyli w jęz. angielskim chmura, to metafora Internetu. Pośredniczy on między dostawcą IT a klientem, który nie musi fizycznie kupować oprogramowania ani instalować go na swoim sprzęcie. Fizycznie znajduje się ono na serwerach firmy udostępniającej rozwiązania CC. W tej sytuacji możliwe jest płacenie nie za licencję na oprogramowanie, ale jedynie za okres jego rzeczywistego wykorzystania. Oszczędności są wymierne – odpadają koszty wdrożenia rozwiązań czy przechowywania danych. Firma może wykonywać dotychczasowe zadania na słabszym, tańszym sprzęcie. Wystarczy przeglądarka internetowa.
[wyimek]Na serwerach online internauci wciąż najchętniej pozostawiają pocztę elektroniczną. Ale już prawie co trzeci użytkownik sieci w USA korzysta z zewnętrznych programów biurowych. [/wyimek]
[srodtytul]Atutem niższe koszty[/srodtytul]